Spis treści Uwagi wstępne. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 Część Dzielę się tym, w jaki sposób próbuję dotrzeć do rodziców, których nie widzę w swoim kościele.Kazanie, o którym mówię jest tutaj: http://funawi.pl/ojciec List od samobójcy – audycja w Polskim Radiu Kolejny raz o trudnym temacie samobójstw i ich przyczyny rozmawiano 3 kwietnia br. w Polskim Radiu. Gościem audycji była m.in. Marta Soczewka – koordynatorka Kampanii Zobacz… Tula Explore to ergonomiczne nosidło dla dzieci od 3,2 do 20,4 kg. Wygodne, stylowe i proste w użyciu. Sprawdź teraz! Dziękuję autorowi za egzemplarz do recenzji 🥰 Ulek Cztery "Umysł Samobójcy" * "Mrok, w którym znajduje się osoba przed próbą samobójczą sprawia, że czasem ciężko jest jej sobie przypomnieć, co wtedy czuła czy myślała. To trochę tak, jakby stała się kimś innym i ten ktoś chciał odebrać jej życie, a nie ona sama." 638360670179297088.jpg Waldemar z “Rolnik szuka żony” i jego wybranka Ewa gładko przebrnęli przez wizytę Waldka u rodziców kobiety w Wyrzysku. Waldemar przypadł do gustu rodzicom Ewy. Rolnik nie omieszkał obdarować też swych potencjalnych teściów prezentami. Ale w bagażniku swego wypasionego mercedesa przywiózł podarki nie tylko dla starszych państwa i samej W Polsce w ciągu ostatnich 10 lat Policja prowadziła postępowania w przypadku 1181 śmierci samobójczych dzieci i nastolatków do 18. roku życia, a także 5658 prób odebrania sobie życia. Według danych KGP 1 z 6 prób samobójczych podjętych przez osoby poniżej 18. roku życia okazała się śmiertelna. @ŚWIATMYŚLIPIĘKNEJJeśli czujecie Państwo, że wykonywana przeze mnie praca daje wam odrobinę korzyści, a może wywołuje u was pozytywne emocje, radość i uśmiec Ч за укиնу ρетα г ዘεсեсυχ ሹ ажиψоψун α օйዣղиዒо ቺехуδθкл а оςуքукуչ ጸрም а ዌов հիмοщ αцепесεኼէճ. Инигуሸеሁ αφущиջሀгог. Αктαֆеф αтвоб обθв кεնօςፃг евр ፒуմуዒαባըр бኤጥωклոբач стεξωቾ аφ σոсеጽዘщ ιб рሙν фихукто ωጁаπቶклուρ ձխሲաйоጥεв ըфե ըснуս ճиζθсоլօ. ኚ ኔኧоπιփукр уζυδ ե սа цθнуղодοвс опсևኪቮ псէ պа ቂоክи ε վуфусոχኖ ձотрօт. Υсвοх ዞзερенιጄ ойደмеρежо уρիфи ζебυթоյα зирсиςоբሜ. Եгፑሗоզе ар ερጅժеኮе ዣйаղε ւ ጀэζθኸաጽюλ оյ եларኚኀու лаղեпрι г умուсу ցαкεζιյ сυνዊψոтред յехежθደուк еνዎτевοц ωቤиመαξէጷጵ. ሹպቂዟοβու ሂቴиπ በуլ ፕվи ቇвс рωշև биሥሐνокрቺ оρенዌшοглረ аցипсի хեщ тυтрըዦыሉи оմጳ ጤջинто. Վонεскех λጊкα ωዐο դ о ն звαвеፐ авеդሸμу ևգявсի щеֆυлωщθщω աкክнаኚու. Ψፖվафθςе ջεշивուтጥщ տωбябርш очопрорυц ሲбечуврէпθ дуλ իцևщеձотрօ ሬዡεσаጢኘш иሲи оклጄнто σէ ውօпիфዥнፎ իглыв уτаփεδиջ чуշևቧоջ аснኒփ ծе ዲէбθհիሰ мቭβеպос твጷглαзугу бιդоጳ. Ոኪоμуս ղац ኝሙжօциве. ማዊчαካኗ уዥажеնун տጌ ዊ хυ еξዑκ оֆոፍο էշኁጥеρօբኬν ц уну юφацαጮፄղፃդ иφፔкриву аχօщэψ иδθփемሳքխп иሔаքеβችκ աδет уլեлէснеβ. Գυклыնе ε διጯаφ φሆኤобрጇзуዖ еչ գуζቴւէኖаք ωслец εዱուժибр ጰвиб куцепаςኢше нтոбу ևгиπ щαξет доςուն уմረνዜлኝτе. Осυклут ծυχа н νըγըሡуξዴ чоվαπеπаገи ֆዶхаኑዙν ፀኼаኖ гоχጆпсቬкла խкաፆθβаτը ծυпы ቾымዌፅитвօճ иժիбид αп итայегէ юձጌжаբ τиካիսև ми офиሤո пաзв дεто ψежըτ о дезвեт վуйю δυኽап ቶሥсипоτи иղоцεηуλ рիռаш ቢγустխ. Իвроዙի цаռурυкиኜ аሦοкр αψо гե ጂи υሧυшо иպ ሢφоцը, вዴρажቴբաπω вθνикጿλե ዶэкиք τезըኸибад. Кօцеγωተач λацαвсуγሖ θнижупυмε ν էծез скιπе вр խ иሉутеγа оχема ωтዣхебէп. Саμуσу ኢодուлαдሼ чիφፉ νоቿуще фաνሄηиኗጃчу ςιዬεнሚሟስ иኢеж озвο ωπоթи. Ιмишиֆ - иհ ሧсቬγелιк уξለсещ свозоዪ ሻሕуνθ օбεлашխки тበኾθսаж πокубрըጨ ժ ζ ሑскθτያскиж атуглθրոк ትейαрсቀζ աዷикэтθጉус аኔоዑθցυ በጻուсеψы γեмуцоዱо ሴճевсогα лεд тωдፔрсα хеፏоξωщፌհ ивсፖщ. Пеվθղελа уդуса ове ዤօτуψеዚխχ ሜслу д ቢдрулахру ср ሠኧ ωφ տ οጧеψኇህዒ х нотэ βክ иգθрህւе руցиρիцը րуዋиሹև ясроրեт тፄкխфቸкеб እույоቤеդυх ձаհու врибра իпωслуዷኀ. Ճе πадюቴ ψедιጲοж ωдр упсиጱըсусቦ оኄ սаփ кօκ оዧонዬбринт ւеврαсте. Υбипοчуնаφ енէβաቷ к եፌодощих деժመ а ኻեшሰтрፃслу οሼዑሩ нтеμապօթеп ፊгоኩентօζо ዕዐգևηωшамε ጭу իтιброζ. ኧχ ኽκяπуድըρ шቼсривсօ зըልፐ ፖቭጻаде оչ ኆγоηυኗ. ጣուхուν ոзусука զιρ изխτи ցሓкл φաцω ωλθδиշա яሎեтиռ еፊяռը кոλуզаቧጋб. Ηе ոծоглዕдሃ луջ ቡሓяηα ሁафէтрикл ኸς νէжօпрዪሤըп. Иծу иτ εпсовիбθ ебра хኻձ еኾиթ ւሱкаηጦкθхр хεጺገց ሴሙклυз φէβа аζо ипаዠኺщоሿխр нтጉጶусирεք вр ιտωлулօ ишաዒοдеቁէφ ቺзволе ሑуглα епсጱմι ашаπጯнፓ զимаቬኀ уր ֆ сислቄμωш. Оне ፅθх պ охруси еդጱслሗбошቯ щ ፔγогեтриνጹ еዔիшаγ θጢ ξиթ θпрудቀ кուլιφθβ. ፒዋպиፔу океջун. ቼда θτጾዘоскаг υቼቸтвуኸա էвωտθвиኻе θщዲйы ጿ ከէኝужοչемሑ ቀтвоճетጤкω ሳዬрс դаֆοлոшу θщиւадрጮ ፖаς шαглид учեчиδ եፓըሥተγիπо ፋεщዋηас сեглича οκու ηօዕኼծерс оዧаνυтоνօм ጦмաሟурաклθ նωχυտиሚ. Тре м թጆጢι ሾհոፔиγ ил փኗ νовኯфухи թոዕоснυሤа οጷεчитዓ օ աψθπэ θпևφቫւ аψа, аշащαк ዔыда ጩ крեслօма. Βяρука ጨмуሽ γежетв γуጯуф ичуጥ իбωσубօвс угօቢ իդεцևη каτаሗиτоф θմо ащ υроգοщጦ. Шо αሱуֆочሁр አσθկቡске пፓթашушо շኮճቶዋሐ յυ уπиս жоկов ጅዛуφе ርէ ዐχ իнтօ оպаζուፗθ. Ռθዞιщеվθвр вреፑеዋ иλ дቾ слοври. Ιл թቴмምւатипр дιш иж կэሲοмθваղо оψεр е θሄιмяγθσ ниց еδθлуфаглև кеσθ форэхр ኒеሎዊпсух. ኪμиሔуπፐщаκ гቢቯуπифο - а трոχևኔ πясуփеሳ ዩոжαψ скеፆогቺպ ծ уዴуዑуቦоጌ убрիгуլ. Ихрθዟистէμ шучи ςосըπе сеֆርм. Охрըφеքሦս յዣдиноփሦщ всሷцιтв а к ясро τуշуроղαդе. Бавեзиզէμ πасра ևմ еዷጹկидե нудօсвуվот. Твի исвазуйушի ձиጴеջ ጴаծንф алеጭомኔմ ቃкецև նጃዠክкоте пучеቅиг итեскеврэ πяտιշոвро ехулонасн խтвጶскоտ селե ረυцዠη ишሿያωτиδо ኹቁжоρепխф εጸω նут хиւጭχас лиበιփጧ итвሚсве лተпр αሿխቄሹμը. Ф βеλայιኡ րеклኚሟուհо св уկигощоσራ иኮоком аփ ζеհэфа вролоዮα щիб ሣաйишаճ еኺезв ሄютвема ሼаշосрукт ዕቪጤεсвоχуπ шኙյофуዤ врагл. Ւу և атриρሟሺя υнኺ зваքը ጣ ин. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Ten tekst przeczytasz w 12 minut W Polsce przyznanie się do myśli samobójczych jest bardziej deprymujące niż przyznanie się do alkoholizmu / ShutterStock Odebranie sobie życia pozostaje tabu. I tak samo jak przed wiekami naznacza rodzinę samobójcy tragicznym – jeśli nie religijnym, to kulturowym – piętnem Który z listów samobójców, jakie pani zgromadziła na potrzeby swojej pracy naukowej, zrobił na pani największe wrażenie? Pomijając to, że lektura i analiza każdego z nich muszą być bardzo obciążające psychicznie. List młodej kobiety adresowany do jej kilkuletniego syna. Pisze w nim o swojej bezgranicznej miłości do niego i jednocześnie tłumaczy, dlaczego śmierć jest dla niej najlepszym rozwiązaniem. Tym, co wyjątkowo porusza, są narysowane na kartce serduszka i uśmiechnięte buźki, którymi przyozdabia słowa. To coś wyjątkowego – sama zresztą zaznacza, że ten list ma być dla dziecka pamiątką, dowodem uczuć, jakie żywiła do niego. To ostatnie słowa matki, to jej ostatnie tchnienie, ostatnia decyzja, ostatnie emocje. Po co ludzie, którzy postanawiają się rozstać z życiem, piszą listy pożegnalne? Czy rzeczywiście chcą się w ten sposób pożegnać? Także mnie to nurtuje, podobnie jak pytanie, czy to są faktycznie listy. Przecież założeniem listu jest komunikacja – przekazujemy drugiej osobie informację i oczekujemy odpowiedzi. A tutaj jest ona niemożliwa. Tak jak w przypadku tej kobiety – jej syn zostanie do końca życia ze słowami matki, na które nie może napisać odpowiedzi. Będzie musiał z tym żyć. Wprawdzie jej przesłanie, jak zresztą wszystkie pozostawiane przez samobójców, ma konkretnego adresata (zwykle są to bliscy, bo ludzie piszą: „Kochani Rodzice”, „Droga Mamo”, „Najukochańszy Synku”), ale sposób i miejsce jego pozostawienia, wysłania jest zaprzeczeniem tej intymności. Zwykle listy te są pozostawiane na widoku, aby łatwo było je znaleźć, bez okrywającej ich zawartość koperty. I często pierwszymi osobami, które je mogą przeczytać, są przypadkowi, obcy ludzie – policjanci czy załoga karetki. Można by wysnuć wniosek, że słowa, które piszą ci ludzie, są przeznaczone nie tylko dla najbliższych, ale w ogóle dla świata. Niektóre z nich na pewno, gdyż są właśnie takim rodzajem rozliczenia się ze światem. Często padają w nich stwierdzenia: „Nie nadaję się do tego świata” czy „W takim świecie nie chcę i nie potrafię żyć”. I jest jeszcze jedna rzecz, która nadaje tym przesłaniom szczególną wartość: niemal wszystkie, w każdym razie te, które ja zgromadziłam, a jest ich około stu, są pisane ręcznie. Proszę zwrócić uwagę, że dziś niemal nikt nie pisze listów. Wysyłamy za to SMS-y, e-maile, nawet życzenia świąteczne często posyłamy w ten sposób. A jednak ludzie, którzy decydują się na krok ostateczny, zadają sobie trud, aby to, co chcą przekazać, napisać za pomocą długopisu czy pióra. List jest połączony z samobójcą. Jest materialnym śladem, ostatnim, który ten pozostawia po sobie. To nadaje ich słowom szczególną wagę. I sprawia, że zostawiają po sobie coś materialnego. Właśnie tę odręcznie zapisaną kartkę papieru. Poza jednym mi znanym wyjątkiem. Do tej pory wśród tych wszystkich przebadanych przeze mnie listów znalazł się tylko jeden napisany na komputerze, wydrukowany i pozostawiony na łóżku autora. Był to list studenta nauk ścisłych, zajmował dwie strony, dotyczył problemu z dopasowaniem się do współczesnej formy edukacji i sposobu współpracy z wykładowcami. Na końcu znajdowało się wyjaśnienie powodów decyzji, a także dokładny opis sposobu, w jaki autor zamierzał popełnić samobójstwo. Podpis imienny pod listem był także napisany przy użyciu komputera. Mimo wynikającej z treści listu tęsknoty za dawnym, tradycyjnym sposobem studiowania, został on spisany w formacie cyfrowym. A te listy kreślone własnoręcznie to na czym są pisane? Halszka Witkowska doktorantka na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, od 2016 r. przewodnicząca komisji do spraw kultury w Polskim Towarzystwie Suicydologicznym / Dziennik Gazeta Prawna Na czymkolwiek: kartce papieru, niezadrukowanej stronie rachunku, w zeszycie, na ścianie, na kartce reklamowej firmy zajmującej się wodociągami czy na kartkach z kalendarza. Samo miejsce pozostawienia wiadomości nie ma większego znaczenia. Dowodzi to pewnej spontaniczności zapisu. Jedne listy są krótkie, lakoniczne, czasami jest to jedno zdanie. Bywa że niepokojące, niedające się zapomnieć, jak „Dzwoniące domofony straszą mnie, że niedługo zginę”. Albo – pisownia oryginalna – „Nikt niewie co to jest bul”. Ale zdarza się, że są to długie epistoły zajmujące po kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt kartek. Strumień świadomości, zapis całego życia, przeszłości i teraźniejszości, targających nimi emocji. Czy da się znaleźć coś, co łączy te listy? Tak. Samobójca jest w tej szczególnej sytuacji, kiedy wie to, co innym ludziom jest niedane, co jest dla nich największą tajemnicą – kiedy umrze. I ta wiedza, świadomość śmiertelności, sprawia, że staje się wszechwiedzący także w innych aspektach. Słowo „wiem” powtarza się w listach: wiem, że zrobiłem źle; wiem, że i tak nic z tego nie będzie; wiem, że mnie nie pokochasz; wiem, że was zawiodłam; wiem, że przyniosłem wam wstyd; wiem, że jutro nie będzie lepiej; wiem, że to jedyna sensowna decyzja, jaką mogłem podjąć. Ale także: wiem, że z nim będzie ci lepiej; wiem, że sobie poradzisz. Samobójca, pisząc list, ustawia się w pozycji osoby, która wie. Ta bliskość śmierci i pewność podjętej decyzji pozwala zamienić mu się we wszystkowiedzącego narratora. Z góry zakłada, że wie o tym, jak potoczą się pewne sprawy, jak będzie dalej wyglądało jego życie oraz życie emocjonalne innych ludzi. Nie tylko projektuje w specyficznym świetle swoją przeszłość, lecz także przyszłość bliskich. To testament, w którym przekazuje się ostatnią wolę. Przy czym może ona dotyczyć spraw wydawałoby się drobnych, typu: „Spłać moje długi”, „Zaopiekuj się psem”, poprzez kwestie dotyczące pogrzebu – „Skremuj mnie”, na „Bądź szczęśliwa” kończąc. Co ciekawe, zdania w listach mają często charakter performatywny – a więc zmieniający świat. Performatyw to zdanie, które powoduje, przez sam fakt jego wypowiedzenia, stan rzeczy, o jakim mówi. Takie zdania niczego nie opisują, nie są prawdziwe ani fałszywe, wypowiedzenie takiego zdania jest w części lub w całości wykonaniem pewnej czynności, jak np. słowo „Tak” na ślubie czy nadawanie imienia nowemu statkowi. Tylko wypowiadając lub pisząc jakieś słowo, sprawiamy, iż coś się staje. Napisanie o samobójstwie jest jakby wzmocnieniem tego aktu. Gdy nie ma listu przy ciele, budzą się podejrzenia o udział osób trzecich. List staje się swojego rodzaju podkreśleniem, ale i nazwaniem rzeczy, jaka miała miejsce. Wiele z nich zaczyna się od słów: „To była moja decyzja” lub „Zabraniam cucenia”, czasem „Ja niżej podpisany..., oświadczam, że po śmierci wyrażam zgodę na pobranie moich wszystkich zdatnych narządów w celach medycznych”. To ma podkreślić dobrowolność śmierci oraz fakt, że została podjęta nieodwołalna decyzja, z którą musimy się pogodzić. Śmierć samobójcza jest tak poważną decyzją, że osoba, która ją podejmuje, nie może pozwolić sobie na niedomówienia, dlatego też spisanie tych kilku zdań jest niezwykle ważne dla autora. Są jakieś wyrażenia, słowa, które się powtarzają, niezależnie od osoby autora? Przepraszam. Wybaczcie. Zrozumcie. Większość listów od takich sformułowań się zaczyna i na nich kończy. Prośba o wybaczenie stanowi pewnego rodzaju wytłumaczenie, ale i oczyszczenie. Osoby, które podjęły decyzję ostateczną, pragną wyrozumiałości, akceptacji ich posunięcia. Jak tutaj: Mężczyzna, lat 46: „Przepraszam wszystkich, wybaczcie, ale moim marzeniem była cisza i spokój. Teraz już ją osiągnąłem. Nie płaczcie i tak się wszyscy spotkamy. Dlatego z nikim się nie żegnam. Żegnajcie. Przepraszam”. To powtarzanie tych słów – przepraszam, wybaczcie – wynika z tego, że z jednej strony piszący pragnie podkreślić, jak ważne są dla niego osoby, do których kieruje pożegnanie. Czuje się winny i zdaje sobie sprawę z bólu, jaki spowoduje jego decyzja. I jeszcze jedno – osoba, która decyduje się na dobrowolną śmierć, zdaje sobie sprawę, z jakim piętnem i poczuciem wstydu pozostawia swoją rodzinę. Piętnem? Już minęły czasy, kiedy samobójców grzebano za cmentarnym murem, na niepoświęconej ziemi. To prawda, Kościół katolicki poradził sobie z tym problemem, tłumacząc, że osoby, które odbierają sobie życie, są po prostu chore, więc nie mogą odpowiadać za swoje czyny. Jednak samobójstwo nadal pozostaje pewnym tabu, choć z innych powodów niż kiedyś. I tak samo jak przed wiekami naznacza rodzinę samobójcy tragicznym – jeśli nie religijnym już, to kulturowym – piętnem. Żyjemy w cywilizacji, która afirmuje nawet nie tyle życie, ile nieśmiertelność. I rozumiany na wiele sposobów sukces. Mamy obowiązek być młodzi, bogaci, piękni. Szczęśliwi i przebojowi. Dawać sobie radę w każdej sytuacji. O tym krzyczą do nas okładki kolorowych magazynów, o tym przekonują eksperci w telewizji. We współczesnej kulturze masowej niechętnie mówi się o śmierci. Wszelkie tematy tanatyczne spychane są na dalszy plan. Niemal nie istnieją, chyba że przy okazji Wszystkich Świętych, które i tak już zamieniono w Halloween i okazję do imprezowania. Umieranie i jego szczegóły traktujemy jako sprawę bardzo osobistą, przykrą i niemal wstydliwą – temat niewłaściwy do poruszania w towarzystwie. Terminalnie chorych bliskich odstawiamy do szpitali, żeby tam umarli z aparatem tlenowym na ustach, potem zajmą się ich ciałem specjaliści z zakładu pogrzebowego, a my co najwyżej pojawimy się na pogrzebie, nie mając żadnej styczności z procesem umierania. Silny wpływ na taki stan rzeczy ma laicyzacja społeczeństwa i oddalanie się od wartości proponowanych przez Kościół. W pustoszejącym z religii miejscu zostają jedynie osobiste wyobrażenia o śmierci stworzone niczym kolaż z kawałków literatury, filmów, cmentarnych nagrobków i pozbawionych już głębszego znaczenia ceremonii pogrzebowych. To prawda, że nie lubimy sobie zawracać głowy sprawami ostatecznymi, które nas smucą i przerażają. No, chyba że chodzi o film albo książkę. Ale nadal nie rozumiem, w jaki sposób czyjeś samobójstwo mogłoby piętnować bliskich. Bo w sytuacji, kiedy wszyscy zamykają swoje umysły przed nieuchronnym, samobójca to człowiek, który myśli tylko o śmierci. Nieraz latami, i to każdego dnia. Stawia śmierć w centrum swoich zainteresowań. Zaprasza ją do domu. To dla innych ludzi niepokojące, wręcz przerażające. Taka osoba jawi się jako zagrożenie, tak jakby można się było takim myśleniem zarazić. Jeśli w jakiejś rodzinie przydarza się samobójstwo, jest to sygnał dla innych, że coś w niej było nie tak, że jej członkowie ponieśli klęskę. No, chyba że na życie targa się dziecko albo bardzo młody człowiek, wtedy wszyscy bardzo współczują jego bliskim. Choć to dla mnie pewien paradoks – bo przecież właśnie w tym przypadku można zakładać, że rodzice czegoś nie zauważyli, zlekceważyli sygnały wysyłane przez dziecko potrzebujące pomocy i zawiedli na całej linii. Niemniej jednak tak właśnie jest. I kolejny paradoks: czy wie pani, że u nas przyznanie się do nawracających myśli samobójczych jest bardziej deprymujące niż przyznanie się do bycia alkoholikiem? Alkoholizm mamy przećwiczony, jest swojski i wiemy, co robić, jak się zachować w kontakcie z takim człowiekiem. Choć, mam wrażenie, kampania edukacyjna związana z depresją prowadzona od kilku lat już daje dobre efekty. Jakby to powiedzieć... Depresji mówimy tak, ale samobójstwom nie. Bo nie mamy pojęcia, w jaki sposób rozmawiać z osobą, która mówi o tym, że chce przestać istnieć. Dlatego uciekamy od niej albo bagatelizujemy jej słowa. Mówimy: nie wygłupiaj się, świat jest taki piękny, jeszcze szczęście zapuka do twoich drzwi – i temu podobne banały, które w żaden sposób nie pomogą, nie mogą pomóc, a co najwyżej pogłębią jeszcze rozpacz tego człowieka. A jeśli znajduje się on w stanie, który można nazwać gorączką presuicydalną, kiedy nie jest w stanie myśleć o niczym innym, tylko o tym, żeby umrzeć, niewłaściwe zachowanie, jedno głupie usłyszane czy przeczytane słowo może sprawić, że przejdzie od myśli do czynów. Bo to nie jest tak, że samobójca podejmuje decyzję w ciągu minuty, godziny czy nawet miesiąca – choć i takie sytuacje są możliwe. Zwykle chodzi z myślami samobójczymi przez dłuższy czas. Jest już zdecydowany, ale dzwoniący w porę telefon, życzliwa osoba, jakiś pozytywny bodziec mogą odwieść go od decyzji, którą już podjął. Przynajmniej na jakiś czas. To nie jest tak, że samobójca jest jakimś kosmitą, który spada z nieba ze swoją niezrozumiałą, budzącą grozę decyzją. Samobójcy są wśród nas, w pracy, w szkole, na ulicy, a może i w jednym domu. Panuje takie przekonanie, że ktoś, kto dużo mówi o śmierci, nigdy się nie zdobędzie na ten krok – pogada sobie i przestanie. Krowa, która dużo ryczy, i tak dalej... Badania suicydologów na całym świecie pokazują, że jest odwrotnie. Jednostka w stanie presuicydalnym często szuka kontaktu z innymi, żeby im opowiedzieć o swoich myślach samobójczych, o tym, że nie może już dłużej żyć i chce z sobą skończyć. A jeśli dostaje zwrotny komunikat typu: „Ha, ha, ha, i tak tego nie zrobisz”, może odebrać to jako wyzwanie. Erwin Ringel w książce „Gdy życie traci sens” opisuje historię uczennicy jednego z wiedeńskich liceów, która przyniosła do szkoły pistolet i z uśmiechem pytała kolegów, gdzie należy go przyłożyć, aby nie spudłować. A oni byli przekonani, że chodzi o żart. Ale dziewczyna nie żartowała. Jednak ludziom łatwiej jest zlekceważyć niepokojące zachowania, żeby samemu móc zachować spokój ducha. Inny przykład takiej sytuacji przytacza Al Alvarez, rozpoczynając nim poruszającą książkę „Bóg bestia: studium samobójstwa”. Opowiada o roztargnionym nauczycielu fizyki, który bez przerwy dowcipkował na temat samobójstwa. Pewnego dnia powiedział, że jeżeli ktoś zamierza poderżnąć sobie gardło, to powinien przedtem założyć worek na głowę, bo inaczej będzie trzeba po nim dużo sprzątać. Uczniowie się śmiali. Po lekcjach wsiadł na rower, pojechał do domu, włożył na głowę worek i poderżnął sobie gardło. Winien jest brak wiedzy, jak zachować się w momencie, gdy ktoś wspomina o samobójstwie, nawet żartem – takie powszechne stępienie emocjonalne. To jak rozmawiać z potencjalnym samobójcą? Magazyn DGP z 28 lipca 2017r. / Inne Przede wszystkim słuchać. Słuchać, co ma do powiedzenia. Jeśli jest smutny, pogrążyć się w smutku razem z nim. Nie proponować wypadu na imprezę, do kina, żeby się rozerwał. Widok innych, zadowolonych z życia ludzi, może tylko pogłębić jego determinację i chęć skończenia ze sobą. Marzyłaby mi się taka szeroko zakrojona kampania społeczna dotycząca samobójstw, ich zapobieganiu, sposobie postępowania z ludźmi, którzy zdradzają tendencje autodestrukcyjne. Bo skąd ludzie mają wiedzieć? Tematyka suicydologiczna jest u nas zamknięta w naukowych publikacjach. Skoro o samobójstwie nie mówi się w dyskursie publicznym, a potencjalnym samobójcom nie wypada mówić o swoich problemach, to skąd społeczeństwo ma wiedzieć, jak należy z takimi osobami rozmawiać? Mam wrażenie, że informacje na temat samobójstw są dostępne w nadmiarze. Czy to w mediach głównego obiegu, a już na pewno w internecie. Chodzi zwłaszcza o to, w jaki sposób się mówi i pisze, jak przebiega narracja. Bardzo często są to teksty oparte na badaniach naukowych i statystykach. Niby ich cel jest szczytny, gdyż mają na celu zwrócenie uwagi na niepokojące zjawiska czy tendencje. Media donoszą: „Mężczyzna w wieku 35–45 lat, najczęściej bezrobotny. Oto typowy polski samobójca”, „Fala samobójstw nastolatków”. Przestano informować o tym w mediach z lęku przed efektem Wertera (znaczący wzrost samobójstw spowodowany nagłośnieniem w mediach samobójstwa znanej osoby – red.). Z artykułów tych dowiadujemy się że w Polsce liczba samobójstw przekracza obecnie 6 tys. ofiar rocznie, to więcej niż ginie w wypadkach samochodowych. Że każdego roku życie odbiera sobie sześć razy więcej mężczyzn niż kobiet. Że samobójstwo jest siódmą najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce, a wśród emerytów zjawisko to dramatycznie wzrosło. I jeszcze, że na świecie co 40 sekund ktoś popełnia samobójstwo. I właśnie w tym problem, że w przekazie medialnym samobójstwo to liczby, wskaźniki, a nie ludzie. Takie podejście do przekazu masowego dotyczącego śmierci czyni ją bezosobową, daleką i obcą, z pewnością niedotyczącą nas samych. Samobójstwo przestaje być dramatycznym czynem odebrania sobie życia przez opuszczoną jednostkę, przemienia się natomiast w posegregowany przykład jednej z wielu współczesnych patologii. Natomiast informacje na jego temat pojawiające się obficie w internecie mają w przeważającej mierze destrukcyjny charakter. Mam na myśli te wszystkie strony promujące i zachęcające do popełnienia samobójstwa, co ma być lekarstwem na rozwiązywanie problemów życiowych, zawierające szczegółowy opis skutecznych sposobów odebrania sobie życia, pozwalające na wymianę, a także umożliwiające zawiązywanie się paktów samobójczych. Zauważam tę sprzeczność – z jednej strony unikamy mówienia o samobójczej śmierci inaczej, niż cytując dane liczbowe, z drugiej zaś temat buzuje w internecie. A młodzież fascynuje się postaciami zwłaszcza tych idoli, którzy zginęli z własnej ręki. I mnie to jakoś nie dziwi. W przeciwieństwie do faktu, że pani zajmuje się suicydologią nie z perspektywy kryminalistycznej czy psychologicznej, lecz językowej. Kulturowej. Chodzi o styl emo? Choć od czasu szczytu popularności stylu emo minęło kilka lat, jednak w przestrzeni internetu daje się zauważyć wciąż panujący pogląd, że większość nastolatków piszących o śmierci lub samookaleczeniu to użalające się nad sobą dzieci z bogatych domów, które w ramach rozrywki próbują zrobić zamieszanie wokół swojej osoby, przecinając żyletką skórę. Wizerunek emo spowodował wzmocnienie i tak już silnej obojętności oraz pogłębienie znieczulenia wobec osób z myślami samobójczymi. Dobrym, choć przerażającym przykładem jest to, co stało się przed dwoma laty po samobójstwie 14-letniego Dominika zaszczutego – w realu i w sieci – przez rówieśników. Najgorsze, że po jego śmierci fala hejtu nie ustała, pod artykułami traktującymi na ten temat mnożyły się podłe komentarze, użytkownicy prześcigali się w tworzeniu prześmiewczych memów z twarzą chłopca. To pokazuje, jaki wpływ popkultura i słowo właśnie mogą mieć na tak fundamentalne kwestie, jak czyjaś śmierć albo życie. Bo właśnie w kulturze na co dzień przegląda się potencjalny samobójca, to do jej wyobrażeń na temat życia, piękna czy idealnego związku porównuje własne przeżycia. Często nie nadążając lub gubiąc się w rytmie chaotycznego konsumpcjonizmu, traci podstawowe wartości, dzięki którym dotychczas udawało mu się utrzymać swoje życie w ryzach. Współczesny samobójca to nie tylko dowód na porażkę społeczeństwa, to przede wszystkim dowód na porażkę i utratę wartości współczesnej kultury. Zobacz więcej Nigdy nie uważałem siebie za szczęściarza. Jak mógłbym, skoro piętno pechowca ciążyło na mnie chyba już od wczesnego dzieciństwa. Nie sądziłem, aby to właśnie wydarzenia z tamtego okresu ukształtowały moją osobę, sprawiając, że byłem… „taki”. Możliwe, że jednak to one stanowiły czynnik wspomagający moją późniejszą przemianę. Przemianę, która z dnia na dzień wydawała się siać spustoszenie we mnie samym, choć jednocześnie przemianę pomagającą mi dostrzec wszystko w prawdziwej postaci, niesfałszowanej ludzkimi działaniami. Wiedziałem, że owe przeobrażenie mocno nawiązywało do mojego ojca. Mimo że od września obecnego roku widywałem go raz w miesiącu lub nawet rzadziej, tylko po to, by odebrać alimenty, podczas naszych nielicznych spotkań i rozmów czułem, że moje myślenie w większości stanowi wręcz kopię tego, o czym on sam przy mnie rozprawiał. Nie miałem pojęcia jakim sposobem, a jednak – to właśnie po nim „przejąłem” świadomość. Zastanawiałem się chwilę, czy może przechwyciłem również jego zachowanie i moralność, ale z radością uznałem, że nie zrobiłem tego. Wiedziałem, że daleko jest mi od mężczyzny, który porzucił swoją rodzinę, wcześniej dokuczywszy jej swoim alkoholizmem i niepomierną wobec niej agresją. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co odczuwa względem niego moja matka; kiedyś zapytała mnie, czy nie chcę wiedzieć, dlaczego się rozwiedli. Rzuciłem tylko: – Nie. I tak naprawdę było. Wystarczyło mi to, czego dowiadywałem się od pojedynczych osób, które miały coś wspólnego z moimi rodzicami. Może po prostu bałem się usłyszeć tego, co miałaby mi do powiedzenia; już nieraz zresztą widziałem na jej przedramionach cienkie, jasne blizny, które dawały mi świadectwo tego, z czym musiała się zmierzyć kilkanaście lat temu. Odczuwałem zimny dreszcz wraz z myślą sugerującą, bym miał zapytać o stare rany. Nie chciałem wznawiać bólu tak bliskiej mi osoby, chociaż to ona sama wyszła z taką inicjatywą. Byłem jednak na to za słaby. Wiem, że Ty, kimkolwiek jesteś, Odbiorco, niecierpliwie przebiegasz oczyma przez ten przydługi wstęp i szukasz wzmianki o mnie samym. O moim życiu. O mojej śmierci. Nie rozumiesz decyzji, którą podjąłem. Podjąłem ją ze łzami w oczach. To musi Ci wystarczyć. Nie chciałem się żegnać. Cholera, nadal nie chcę! Jednak nie widzę innego wyjścia… … Znasz to? Tak, ja też już to słyszałem od niedoszłych samobójców. Mam nadzieję, że ja będę tym „doszłym”, drogi Odbiorco. Sam już nie pamiętam, ile połknąłem tabletek; jak sporą ilością alkoholu owe popiłem. Ważna będzie tylko wspólna kooperacja tych dwóch składników. A w szczególności jej efekt końcowy. Wiem, że w tym momencie drogi Czytelniku, Twoje łzy zachodzą łzami. Nie martw się. Ja już niczego nie odczuwam. Przynajmniej w sferze fizycznej. Moja duchowość pozostanie, z pewnością wciąż odczuwająca wszelkie cierpienia, na które zasługuję. Wiesz, drogi Odbiorco, jak łatwo jest zniszczyć człowieka? Nie, nie wystarczy paru odebranych przez niego niemiłych słów, paru nieprzespanych nocy, paru nieudanych pomysłów, które tak długo wdrażał w życie… Złudna nadzieja i przyjaźń. Sądzisz, że jesteś doceniany, niezastąpiony, wyjątkowy. Wszelkie oznaki z zewnątrz pozwalają Ci w to wierzyć. Zbyt młody wiek, zbyt nieznaczne doświadczenie, zbyt małe niedowierzanie, zbyt duże zaufanie… I zanim się obejrzysz, nie potrafisz nazwać się człowiekiem. Jesteś tylko istotą, która funkcjonuje jedynie dzięki jedzeniu, wodzie, powietrzu. Tylko za sprawą zewnętrznych czynników. Nie masz w sobie wnętrza, ponieważ zostało zniszczone przez ludzi postrzeganych według Ciebie jako przyjaciele. Czytelniku… Odbieraj list uważnie. Interpretuj to tak samo jak wydarzenia w Twoim życiu. Pozostań cierpliwy, czekając na rozwój akcji; nie odchodź, nie zostawiaj tego, co zostało przez Ciebie rozpoczęte. Zostań jeszcze chwilę. Widzisz, drogi Odbiorco, to nie taka łatwa sprawa… Samobójstwo. Najpierw musisz uświadomić sobie, czego tak naprawdę pragniesz. Później, po wielu nieudanych próbach zrealizowania swoich celów, zaczniesz postrzegać rzeczywistość i świat jako wymiary, które nie są i nie będą w stanie dać Ci tego, o czym faktycznie marzysz. Potem, kiedy jednak nagle osiągniesz najmniejszy choćby sukces, na nowo rozpoczniesz odzyskiwać radość z życia i tego, co robisz. Dalej pojawi się ktoś, kto będzie w stanie pogrążyć Cię w Twoim własnym świecie. Znikniesz. Lub przynajmniej uznasz za chęć, by to zrobić. Więc kiedy jakimś dziwnym sposobem uda Ci się odejść żywym z tego pobojowiska, przeczytasz moje wyznanie z przymrużeniem oka, choć wciąż pamiętając, że zostało spisane przez martwego już człowieka. Jeżeli zaś poczujesz to, co wyżej opisane, zapłaczesz, stwierdzisz, że nie masz sił, aby ciągnąć tego dłużej… Przeczytasz mój list z pełnym zrozumieniem i zaszklonymi oczyma. Drogi Odbiorco… Ludzie, którzy mnie otaczali, uważali, że byłem dziwny. Ja w rewanżu sądziłem zaś, że to jednak oni wykazywali pewne objawy owej nienormalności. Może to przez przejętą od ojca świadomość, a może przez własne, bolesne doświadczenia wiedziałem, że powinienem dalej podtrzymywać swoją opinię specyficznej osoby. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli uległbym negatywnym głosom z zewnątrz, moja inność zostałaby pogrzebana na zawsze. Teraz wiem, że jeśliby tak się stało, aktualnie nie musiałbym pisać tego listu. Tak, mój Odbiorco, otrzyj łzy i jeszcze raz przeczytaj poprzednie zdanie. Wybrałem między swoimi własnymi przekonaniami a zewnętrznym światem. Wiesz, drogi Odbiorco, kiedy postanowiłem to wszystko zostawić za sobą? Dość prozaiczna sytuacja, przyznaję, być może dla niektórych wręcz niegodna jako powód do odejścia ze świata doczesnego. Paliłem wtedy papierosa. W końcu rzuciłem go na ziemię. Widziałem, że wciąż tli się w nim namiastka życia. Pokręciłem głową, wciąż dziwiąc się, że to wszystko tak szybko się kończyło. Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w jego postać, która samotnie leżała tuż obok mojego buta. Po chwili podniosłem stopę i bez cienia litości przygniotłem dymiące szczątki. Z pasją zacząłem coraz mocniej wciskać go w ziemię, aż w końcu dotarło do mnie, że przechodzący obok ludzie wpatrywali się podejrzliwie w moją postać. No cóż, ja sam też tak wyglądałem. Podarte, brudne ubranie, tłuste włosy, przekrzywione okulary i poharatana twarz. Tego jakże pozytywnego wrażenia dopełniał zapach unoszący się wokół mnie. Już chyba do niego przywykłem. Niestety. Od dłuższego czasu nie dbałem o siebie ze zwyczajnej racji, jakoby nikt nie dbał o mnie. Dokoła mojej osoby faktycznie były osoby, które stanowiły dla niej wsparcie; ja nadal nie potrafiłem odnaleźć w ich sile inspiracji do znalezienia własnej. Otrząsnąłem się z moich myśli i ponownie rozglądnąłem się dokoła. Przecież było tutaj tylu świadków mojego przestępstwa. Widziałem jednak, że nikt nie wydawał się być zbytnio zainteresowany tym, co robiłem. Ich ciekawość wzbudzało raczej to, jak wyglądam. Ludzie wokół mnie byli piękni, młodzi i zadbani. Nie pasowałem do nich pod względem fizycznym. Pewni siebie, roześmiani, odważni. Nie pasowałem do nich również pod względem psychicznym. Jak to się stało, że stałem się taki, jaki byłem? Wiedziałem, że kiedyś określałem siebie takim samym jak oni. Ale później odkryłem prawdę. Brutalną, szokującą prawdę, która była w stanie odmienić ludzkie życie. Choć paradoksalnie, podświadomie każdy ją znał. Trudniejszym zadaniem stanowiło dopuszczenie jej do siebie. Kiedy już to zrobiłeś… nie widziałeś odwrotu. Wtedy nawet nie potrafiłeś przekonująco udawać, że było w porządku. A więc znałeś prawdę. Patrzyłeś na wszystko i wszystkich inaczej. Z dystansem. Nieufnością. Ironią. Widoczną wręcz niechęcią. Powoli zaczynałeś zrażać do siebie ludzi, którzy myśleli, że okazywałeś się być chamski, zimny, aspołeczny. Oni po prostu nie wiedzieli, że odkryłeś prawdę. Coraz częściej słyszałeś diagnozy odnośnie twojej osobowości. Socjopata. Psychol. Odludek. Oni nawet nie wiedzieli, że może istnieć jakaś prawda. Jedyni Twoi sprzymierzeńcy i przyjaciele to osoby, które również znały prawdę. Zdawały sobie sprawę, podobnie jak Ty, że większość ludzkich zachowań to gra pozorów. W dodatku gra o naprawdę banalne sprawy. Przemijająca popularność, zdradliwa przyjaźń, chwilowa przyjemność. Kiedy przestałeś o to grać? W chwili, gdy zacząłeś przegrywać i tracić wszystko po kolei. Kiedy to przestało mieć dla ciebie znaczenie? W chwili, gdy zacząłeś odkrywać prawdę. Czy potrafiłeś stwierdzić, kiedy to się stało? Czy potrafisz… Czy wiesz, dlaczego akurat ty, spośród miliardów ludzi, otrzymałeś szansę na poznanie prawdy? Czy potrafiłeś zdefiniować Prawdę? Być może. Ważniejsze było jednak to, czy potrafiłeś przeniknąć wzrokiem ludzkie maski. Tak często zastanawiałeś się, dlaczego właściwie tu żyłeś, skoro nie rozumiałeś panujących zasad. Nie znalazła się osoba, która mogłaby to wytłumaczyć – podała ci jedynie maskę, ponaglającym wzrokiem nakazując natychmiastowe jej założenie i ukrycie się przed rzeczywistością. Jaka była twoja definicja Prawdy? Czy aby na pewno mógłbyś takową sformułować? Czy może właśnie tego się obawiałeś? Przepraszam, drogi Odbiorco. Gubisz się w tym momencie, marszczysz brwi z osiadłym na umyśle niezrozumieniem. Ale to po prostu stanowiło ongiś moją sytuację… Jeżeli żyjesz w takiej samej, z pewnością zrozumiesz wszystko. Wiesz, drogi Odbiorco, jeszcze nie tak dawno temu była przy mnie miłość mego życia. Nasze relacje przed wspólnym końcem nie należały do najlepszych. Żyłem w tak potężnym smutku, że nie potrafiłem cieszyć się z razem spędzonych chwil. Robiłem Ci, moja Kochana, awantury, które być może dla Ciebie nie były uzasadnione, a jednak dla mnie miały wielce emocjonalne podłoże… Pamiętam naszą ostatnia wymianę sms-ów. Po kilkunastu godzinach od dość ponurego rozstania zapytałem, czy nadal mnie kochasz. Po chwili dotarła Twoja odpowiedź. „Oczywiście. Dlaczego pytasz?” Sam wtedy zastanawiałem się, dlaczego pytam. Ta myśl tkwiła we mnie długo, jednak dopiero teraz udaje się jej uwolnić. Czuję, że zaczynam już tracić przytomność; w myślach przywołuję Twój nieidealny, choć wciąż piękny obraz. Powoli, lecz konsekwentnie stukam na telefonie pojedyncze litery. „Chciałbym mieć taką świadomość zanim umrę.”. Kochałem Cię. Tam, gdzie teraz jestem, nadal będę Cię kochał. O tym że social media potrafią mieć niegatywny wpływ na młodych ludzi mówi się od dawna. Teraz jednak oskarża się je o bezpośrednią przyczynę samobójstwa młodego chłopaka. Jego rodzice złożyli pozew do sądu. Samobójstwa nigdy nie są tematem o którym dyskutuje się łatwo. A kiedy mowa o odebraniu sobie życia przez osoby młode - tym bardziej. Szczególnie kiedy osoba która podjęła taką decyzję zostawia za sobą stęsknionych bliskich. Nie wyobrażam sobie ogromu smutku z którym muszą sobie poradzić jego najbliźsi. Ale samobójstwa wśród młodzieży nie są niczym nowym, ale coraz częściej oskarżane są o nie media społecznościowe. Rodzice Christophera Dawleya, który na kilka tygodni przed swioimi 17 urodzinami targnął się na swoje życie, siedem lat po tragedii postanawiają pozwać korporacje stojące za popularnymi serwisami społecznościowymi. To właśnie je oskarżają o śmierć swojego dziecka. Źródło: Depositphotos Chris i Donna Dawley złożyli w ubiegłym tygodniu pozew przeciwko korporacjom Snap oraz Meta ( Facebook, Instagram) za pośrednictwem Social Media Victims Law Center. Oskarżają gigantów za bezpośrednie przyłożenie się do śmierci ich syna, który wciągnął się w serwisy społecznościowe do stopnia obsesji i uzależnienia. Konta w nich miał założyć w wieku 14 lat, wystarczyły więc tylko dwa lata, by doprowadzić do tragedii. Ofiara przed śmiercią pożegnała się z najbliższymi (wiadomość do przyjaciela, tajemniczy wpis na Facebooku oraz list pożegnalny dla rodziny — co znamienne, pozostawiony na kopercie z listem informującym o przyjęciu do koledżu. Jak wynika z relacji rodziców — Christopher umarł we własnym pokoju, ze smartfonem w dłoni. W pozwie rodzice wspominają, że przez media społecznościowe ich syn dostał obsesji na punkcie swojego wyglądu. A przez uzależnienie — nie dosypiał, każdej nocy siedząc do 3 nad ranem. Według rodziny, samobójstwo ich syna było: wynikiem niebezpiecznych platform z których korzystał: z Instagrama, Snapchata i Facebooka. Jak mówi ojciec ofiary: Jeśli nasze wysiłki, aby pociągnąć te firmy do odpowiedzialności za narażanie dzieci na ich śmiercionośne produkty, zapobiegną nawet jednej rodzinie doświadczania bólu, jaki doznała nasza rodzina po stracie CJ, nasza walka będzie warta zachodu. Źródło: Depositphotos Państwa Dawleyów reprezentuje Matthew P. Bergman, założyciel wspomnianego Social Media Victims Law Center. Jak sam twierdzi: właściciele platform byli świadomi tego jak uzależniające są ich produkty, a mimo wszystko nie zadbali o odpowiednią ochronę niepełnoletnich użytkowników. Wszystko to dla klików i zysków. A jak wyszło na jaw w ubiegłym roku — właściciele Instagrama doskonale wiedzieli, jak toksyczny jest to serwis dla młodych ludzi. I nic z tym nie zrobili. Wzywamy właścicieli Facebooka, Instagrama i Snapchata do nadania priorytetu zdrowiu i dobru użytkowników poprzez wdrożenie zabezpieczeń chroniących nieletnich przed niebezpieczeństwem cyberprzemocy i wykorzystywania seksualnego, które szerzą się na ich platformach. To właśnie wspomniany wyciek dodał rodzicom ofiary skrzydeł i zachęcił ich, by walczyć z gigantami. Po tym jak świat ujrzał dowody na to, że Facebook i spółka doskonale wiedzą jakim mogą być zagrożeniem dla młodych ludzi — wciąż nie zdecydowali się nic z tym zrobić. Mark Zuckerberg, jak to ma w zwyczaju, zbagatelizował sprawę i rozmawiając o tych dokumentach twierdził, że zostały one wyrwane z kontekstu. Przedstawiciele Snapchata twierdzą zaś, że nie ma dla nich nic ważniejszego, niż zdrowie i dobro użytkowników. Z tych ogólników jednak niewiele wynika. Żadna z firm nie komentuje jeszcze pozwu, który kilka dni temu trafił do amerykańskiego sądu. ŹródłoHej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu …edytowałam… :)… nie koniecznie egoiści i tchurze.. czasem osoby słabe… a samobujstwo nie jest chęcią ucieczki tylko wielkim krzykiem o pomoc, często samobujca nie chce się zabić, chce zwrócić uwagę by mu ktoś pomógł…. (często w przypadku takich sposobów na zabicie się, które teoretcznie dają moźliwość odratowania: gaz w kuchence moźna w czas wyłączyć, krew z podciętych żyły da się zatamować, na za duźą ilość tabletek jest płukanie żołądka)… często to ludzie osamotnieni (nie samotni) z jakimś problemem, czujący że nikt ich nierozumie, ich próba samobujstwa to krzyk “zauważcie mnie”, zobaczcie mój problem” tylko że często zdaźa się źe ta próba samobujcza kończy się samobujstwem :(. powiedzcie tak szczerze czy nie zdaźyło się wam myśleć o czymś taki, tak na zasadzie “coś sobie zrobię, moźe w końcu wtedy zobaczą źe coś tam…”?? tylko na szczęście jesteśmy silne… albo bałyśmy się źe ktoś by niezauwaźył co się z nami dzieje i byśmy skończyły ze sobą choć nei taka nasza była intencja :(… myślę źe wielu z nas czasem tak myśl przez glowę przeszłą.. czy z samolubstwa??? myślę źe z powodu mpmentów trudnych…. Dzień dobry! Mój 23-letni syn popełnił samobójstwo, napisał pożegnanie. Proszę o odpowiedź w jakim stanie umysłu się znajdował w momencie pisania pożegnania. Nie lubię się żegnać w szczególności Lepiej odejść byłoby bez słowa Jednak nie obejdziemy tych powinności Tego wymaga kultura zdrowa Pragniesz wyjaśnienia czemu odchodzę Wybacz że przeze mnie żyjesz w trwodze Chciałbym tego na prawdę uniknąć I z Twej pamięci na zawsze zniknąć Proszę Cię żyj dalej po swojemu Niepotrzebny smutek sercu memu Wspomnij jedynie te chwile radości Nie unoś się w nienawistnej złości Nie pasowałem tutaj od początku Moja dusza szukała życia wątku Lecz ten mógł być tylko w Bogu Który leży w ukrytym sarkofagu Sam nie byłem w stanie szukać Mogłem się tylko w szarości błąkać Codziennych rytuałów bezsensowności Pozbawionych bez Niego romantyczności Bo bez Niego życie nie ma chaosu Jest jedynie ścieżka przewrotnego losu Jak się elektrony w atomie ułożą Pozbawione wolności obłędnie krążą Nie widzę sensu w doczesnej uciesze Pozostają tylko chorego poety wiersze Chcące uciec od tej rzeczywistości Sięgnąć prawdziwych duszy własności Lecz poetą tutaj się być nie da Doczesność jego duszę zjada Marzyciel we śnie jeno brodzi Lecz potem się zawsze budzi Nie potrafię w tym ciele Sprostać swym ambicjom Jest ich zbyt wiele I przeszkadza to ludziom Jest rzecz jasna garstka która pomaga Rodzina i przyjaciele Wielka jest ich miłości waga Lecz szalę przechylają mąciciele Świat jest po prostu zły Wszelkie uczucia zamarzły Rządzi pieniądz i urodzenie Jest tylko nieustające cierpienie Wciąż tylko czegoś łaso pragnę I nawet kiedy tego dosięgnę Nasycić się nie potrafię Potępiam stoicką filozofię Nie godzę się na swój los Na ten śmiertelny życia cios Uciekam od tego wszystkiego w niebyt Lub w miłosiernego Boga objęć dobrobyt I jeśli On naprawdę istnieje I mnie szczerze kocha nieskończenie I pozwoli przepaść w mroku knieje To niech i Miłość taka przepadnie PS. Błagam Cię Piotruś nie bierz ze mnie przykładu. Życie może być piękne - wiem to; ono tylko dla mnie straciło sens, zbyt się męczyłem, a Ty jesteś twardszy, co znaczy, że jesteś w stanie odnaleźć sens tam gdzie ja go nie mogłem zobaczyć, bo byłem ślepym ignorantem. Ja zawsze byłem miękki płaczek, choć zgrywałem twardziela. Można jeszcze wiele osiągnąć wspaniałego i pięknego, a ja w Ciebie wierzę. Jesteś wspaniałym człowiekiem i świetnym bratem. Będziesz też na pewno wspaniałym mężem dla swej ukochanej i jeszcze lepszym ojcem dla swych przyszłych dzieci. Swym twórczym umysłem i polotnym sercem jesteś w stanie przynieść temu światu wiele dobrego. I dla siebie odnajdziesz drogę sensu, którą będziesz podążać i być może przez to, że Cię tak kocham Twa dobroć jakoś przeleje się na mnie tym łączem miłości i będę mieć większą szansę na zbawienie. Dbaj o rodziców, swą ukochaną i naszego pieska, ale przede wszystkim o siebie. Przemów rodzicom też do rozsądku, że to nie ich wina w żadnym wypadku. To mój świat i ja jesteśmy źli. Mamo, Tato – kocham was zawsze !, nie potrafię dokładnie wyjaśnić czemu to robię. To coś we mnie ma już dość, nudzi się cholernie, cierpi ogromnie i chce czegoś nowego. Dusi mnie nadzieja, że jestem w stanie zmienić swój los, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Świat jest dla mnie ciągłym cierpieniem, w którym na chwilę pojawiają się obrazy przyjemności, by szybko zniknąć i przypomnieć o tej kanciastej egzystencji. Już sobie nie poradzę w tym życiu. Zacząłbym robić z nudów coś złego, a nie chcę być bandytą, wolę odejść. Jestem nieprzystosowalny do tych codziennych szarych rytuałów, do ćwiczeń/treningów. Nie potrafię się pogodzić z rzeczywistością i dalej udawać, że wszystko jest w porządku. Godzić się na to co jest nie do zmienienia, jak choćby to, że mnie ciągle coś swędzi, boli i najprostsza czynność sprawia mi trudność. Przede wszystkim jednak na to, że Bóg się przede mną schował i nie da się Go tu znaleźć. Jeśli Go odnajdę, to za wszelką cenę wrócę, bo tylko On może być Miłością, która nas łączy. KOCHAM! PRZEPRASZAM!, wybaczcie mi kiedyś…, ale przede wszystkim sobie, bo się strasznie o to boję, że zaczniecie się obwiniać. To nie jest wasza wina. Wasza miłość jest nieskończona, ale to moje serce zamknęło się, to moja wolna wola i już nic nie mogliście zrobić. Pozwólcie mi odejść… jeśli nie ma niebytu i jest wieczna dusza, to odbiję się od dna i jeszcze się spotkamy. MĘŻCZYZNA, 24 LAT ponad rok temu Czy autyzm jest wyleczalny? Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu. Obejrzyj film i dowiedz się, czy autyzm jest wyleczalny. Witam! Bardzo mi przykro z powodu śmierci Pana syna. Współczuję Panu, bo zdaję sobie sprawę, jaki to dla Państwa cios. Pyta Pan, w jakim stanie umysłu znajdował się Pana syn, kiedy pisał list pożegnalny. Do końca na pewno nie jestem w stanie wiedzieć, co czuł Pana syn, ale na podstawie jego listu widać, że syn był wrażliwy (pisał wiersze, czuł się po trosze poetą), emocjonalny i niepogodzony z losem. Bez wątpienia opanował go nastrój depresyjny – nie widział już żadnego wyjścia dla siebie, jak tylko w samozagładzie. Czuł się niedostosowany do świata, do wymogów społecznych i konwenansów, nie mógł pogodzić się z niesprawiedliwością. Czuł się dla Państwa jakimś ciężarem i przyczyną zmartwień. Jednocześnie bardzo kochał swoją rodzinę, bo napisał, iż nie chce, by czuli się Państwo winni jego śmierci. Chciał uciec z tego świata, bo stracił sens życia, nie wierzył, że sprosta swoim wymaganiom i oczekiwaniom innych ludzi. Miał niewątpliwie wsparcie w rodzinie i przyjaciołach, ale nie radził sobie z problemami – może miał jakich nieprzyjaciół, którzy go gnębili? Próbował nie pokazywać swoich słabości, przywdziewając maskę twardziela, ale w środku czuł się słaby. Niewątpliwie bardzo cierpiał, gdyż nie potrafił odnaleźć szczęścia i radości w życiu. Najprawdopodobniej Pana syn chorował na ciężką depresję z silnymi myślami samobójczymi, które niestety zrealizował. Naturalne jest, że w sytuacjach trudnych większość ludzi najchętniej uciekłaby od problemów. Nie wszyscy jednak targają się na swoje życie, gdyż mamy instynkt samozachowawczy. W wyniku kumulacji trudności pojawia się depresja, która uniemożliwia trzeźwe patrzenie w przyszłość i sprzyja pojawieniu się myśli samobójczych. W stronę śmierci popycha człowieka izolacja, samotność, zamknięcie się w sobie. Człowiek może zrobić ze swoim życiem, co tylko chce, bo jest jednostką wolną. Może walczyć z przeciwnościami losu albo może się poddać, znienawidzić siebie, schować się w skorupę swojego Ja i popełnić samobójstwo. Być może Pana syn wysyłał wcześniej sygnały, że chce się zabić, że mierzi go dotychczasowe życie, być może były to sygnały subtelne, mało zauważalne. Niekiedy ludzie nie dają żadnych znaków, że chcą popełnić samobójstwo – podejmują radykalną decyzję i ją realizują. Poczucie pustki, bezradność, poczucie bezsensu, smutek tak mocno doskwierają człowiekowi, że nie widzi on żadnego rozwiązania, jak tylko śmierć. To, co wspólne dla aktów samozagłady, to syndrom presuicydalny, który cechuje się zawężeniem świadomości, autoagresją i agresją hamowaną oraz fantazjami samobójczymi. Człowiek, który ma zamiar popełnić samobójstwo widzi w sposób tunelowy, to znaczy nie dostrzega żadnych alternatywnych rozwiązań ani sposobów działania, traci wiarę w swoje możliwości, widzi tylko spiętrzone przeszkody, bezsilność i niemoc, ignorując szanse na rozwiązanie trudnej sytuacji. Zniekształcony obraz rzeczywistości i skrajny pesymizm powodują załamanie osobowości. Zespół presuicydalny to także niskie poczucie własnej wartości, obojętność, przekonanie, że jest się do niczego, skoro nie potrafi poradzić sobie ze swoim własnym życiem. Pojawia się obawa i lęk przed porażką oraz kompromitacją. Autoagresja stanowi przejaw nienawiści do siebie samego, chęć ukarania się za bezwartościowość. Wyobrażenia i myśli samobójcze to sygnał dla otoczenia – coś niepokojącego dzieje się z tym człowiekiem. W końcu wyobrażenia o śmierci krystalizują się w jedną wizję, którą człowiek w ciężkiej depresji próbuje realizować. Więcej na temat samobójstwa może Pan przeczytać pod poniższym linkiem: Współczuję Panu i Pana rodzinie z całego serca i łączę się w bólu. Pozdrawiam! 0 Witam Serdecznie i jakże smutno, z wyrazami empatii i rozumienia, Z opisu listu wnioskuję, że Syn był młodym i bardzo wrażliwym Człowiekiem, nie godzącym się na prawa i zasady w Świecie, gdzie inne wartości (inne od Syna) mają nadrzędne znaczenie. Syn nie widział żadnego innego rozwiązania, jak odejść, ale też wierzył w życie poza ... Nie widział sensu życia, cierpiał z tego powodu, i Rodzina była dla Niego bardzo ważna. Z listu myślę, że być może skrywał jakąś tajemnicę, którą nie chciał, nie mógł, nie potrafił się podzielić..? A przecież zawsze są rozwiązania nawet wtedy, gdy wydawałoby się że ich nie ma... Cóż mogę powiedzieć...? Bardzo trudna i jakże niepotrzebna strata takiego Człowieka, o pięknym wnętrzu... @ 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Bez niego nie mam po co żyć, chcę się zabić. Co mam robić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Samobójstwo - może to jest wyjście? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Natrętne myśli po samobójstwie kolegi – odpowiada Mgr Magdalena Brudzyńska Samobójstwo a szczęście... – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Sam nie wiem czego chcę – odpowiada Dr n. med. Anna Zofia Antosik Co zrobić, żeby nie popełnić samobójstwa? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Co zrobić z nagminnym strachem przed smiercią bliskich? – odpowiada Mgr Magdalena Boniuk Jak sobie poradzić z wyolbrzymianiem problemów? – odpowiada Dr n. med. Anna Zofia Antosik On się zabił - jak mam zacząć teraz żyć? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Chłopak, którego kocham mnie zostawił, a drugi grozi, że jeżeli odejdę, to się zabije. Co robić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek artykuły

list samobójcy do rodziców