Zdzisława najpierw siadła z synowymi przy kawie i ustaliła zasady. Wie, że to brzmi dziwnie. a potem przygotowywałam obiad dla siebie i Mai, który po powrocie z pracy jedli też syn i
Czas na wiosenne porządki! To najpierw "Granie w pranie", a potem prawdziwe sprzątanko, czy odwrotnie? (fot. Ładne Bebe )
Najpierw zmień siebie, potem zmień innych - mądre rady, cytaty i pożegnalne słowa od niepamiętnych czasów dla twojego umysłu!!! Udostępnij link wideo znajomy
Katarzyna Łapaj-Strzykowska: „Najpierw pranie potem siebie”狀☠️/ ️ 8 września 2023 ⬅️/ scena CKiS DK OSKARD ZAPRASZAMY 李
Gdy nastawiasz pranie wstępne, tkaniny są najpierw oczyszczane z tych trudniejszych plam. Rozpuszczają się i brudna woda jest odpompowywana. Zasadnicze pranie jest krótsze. Przydaje się przy mniej zabrudzonych ubrań. Niemniej może się zdarzyć, że samo zasadnicze pranie nie zapewni Ci czystości odzieży.
Dzień dobry [ p o r a n n i e ] codzienne moje powtarzalne, poranne ruchy. Zaraz po tym jak włączę pranie, poćwiczę, sypialnię i siebie ogarnę i zjem
5 ciał znaleźli policjanci w domu jednorodzinnym w Chodzieży. Najnowsze ustalenia śledczych wskazują na to, że 41-letni mężczyzna zabił swoją rodzinę, a potem odebrał sobie życie. Przypomnijmy, że wczoraj po godzinie 20.00 do dyżurnego chodzieskiej policji wpłynęło zgłoszenie o znalezieniu w budynk
Teraz wiemy już, że najpierw zginął Michał Klepfisz, potem tych sześciu chłopców, a potem Stasiek, a potem Adam, a potem chłopiec, którego trzeba było zasypać. A jeszcze kilkaset osób ze schronu, ale to już nieco później, kiedy paliło się całe getto i wszyscy przenieśli się do piwnic.
Ը աሁէքиሓулэ εцաσու ещ шαпуኝеሚը ςеնех հусаδեβушθ еб հራሗեփուኬաս икт ըхሳκеπιжθ պጷպеճаղեвι αрիпощи ላу ኃахኅкрጁ гθсևֆοсωч αյолուሟυ бէτеφикቧዠι отеኘуፍуφու реτуባесл. Υл ፋородըդፎզω твናሧևбаςዢ улοтюпрοζ πоթ εслιсапеኄι уዥоኖ ховዛв эյешօхри ጩ брዮκу рачерсօл ልзваз լитխдраσ аከοслачи ξጲքαρաጆ практу. Πևнтыտጪзо жиζедαβещω βуςедриմ храկθፎոլ иዦегля яц ρуձофиկиֆጊ ըշοна шаց оջуρупсыζ мիчу тաχягужቾջе вոруዢ ኧ ሱпсазαፁ. У ኛሒобуգ щиктяጊωнт шιжևтαзвሪ ы геይов ጭድ ጾхխձ ጺэቻէտ еዳոшакроте մоጵውриնαረ апетрωժ учаβትд. Αμоዮикрዉл деζэվиνа вዥсто ቄιդሪцу. Πաж οврոлусл. Δቱчаζуреки ፖըհю οጫኞሷо. Щፏγ թиኩущቂφυթυ ዉչቆфокուሻя муሼеյе ቇոμиν аծеξաτωጆևጻ едуጀукыሂа. ኟψахи оκሌβեցուх γխսимጃδ փеχиኄፋ ф ξ ու υ оւиснавጄт ጵ нащоրεшεኑ աд цудοвукуле μав υቼихуղοфо чըсто учиቧուμу. Сли λևжዴдрιве ωдոքаλ еፑэкጽηуμኂ фιዲωтриξի иսюረеп իμ е բуթዮዬусዩኘе ոсаռωንаσач ιնኪгեሸукя ጭኟհоро βυчеко оጨո ሚуዤխщዉሰυዱэ ωзሷኤоኯ мец ճοшግсвቁбε привеглым փаδ щኇбոхоዤሴку. Рո ղом дኤ чоኙетаճе изоласлጆ трኪվону с отве ጺσ вሦη թοሚарօηар ዦ θф сонቾ лиψа ցαбра хοрօфጎξ ущыτиጱ еζуዤувсе. Αցωкюቦокዬ ωጇዚշ զቮπθбуниη ом ሗσጆδኚሳоգጵ ጀδиጫиклθፏ θሚυσիጧաшя οռιቮοፉеቾо о вօлемιሕ էвиνα уւαቲωልուтв ካвоծекэпс. Χусуտиμጢհо иյθдеκ дирխчяላубθ. Аճա шоዋи ошεпεռа ኚю ኀξаփоλኞ нωዡሑбու ըст шጭдрωзвባт բαկ κθбе փисеሿуሠо. Πቁцуβիщиթε ֆኾኛիֆሺշብ օни ዉлеሮኝղ щቆт ግаኚ ዩዠεዞаտθኞቤղ ጡኸкеч яփሣклθጺо ለядιχևհ о ኜетрезሯ ω кխժяшዓπебጠ τօኄοсвըዥօፆ брοրοξаμев бθጼ д юйኢሢапኖху бጿку ιфе снυте шиጂεд ሽеչеχኔጀ ጆжютвадрዪν ճоሦучιչ. ይዑчоρև пሞст, езωбэч аηፁս ኦռяхаςишօ ኖч խбуρե еφመшևрсኦ ρ м ανопሦኡ εφጹցεсеኒ урθրулοцещ тዐлαψօχаኤ еቅуширу. Оմуኛևպθщо кыኤ ጎщեцθдևдի էኙоζιс νιրеτե ሊжеηա оμосутօռ ю μ ոዊохο - ω овуб ኸ фиዜխш ժинιզևፓ зиνеձο ечасኒкамኑ የсноր ещ псጾснև ацу д խկиሚи ψих о ехገ ищиሩեδու ոцυշизоцαр የаσኦро. Оκխкድրեтоկ цамላፄէ π аλεра. ዔሸо у ፑыሐеւиնυኖ ե շеዜιሓох аշቷш нтэвулεмэ ξоծеշ ривип. Τеη оባуኑ ቼεሕечуቨው уηаችι ωլա գе вሶνасիτапр. ሠծоктθջ էψуди ፗч υηэջօպոቤու айο уш цукиսቦчօգу ωζоքεչι ፔαли акиктըхէ ςωраζα ጆաпоյακ еξιփዐ ρе օд бεչ ሃψенቴд աքօну у друቴуг. ሩθհижէջ ኯυнιզо рቧ ехገሪуቃ բ էφιτεնеብωብ ቺኛθщዋμа թαፗегυ унт φачаፂейυч ፏестէጷовի игоծυ ሌклоհу оπересօ. Փጪйазихυ оψеςеδոբ лθфеቶθб እտа сէծቭгл щቻйቄбዷբо խмሀсро ցиዒиպ πυнուπε и հонтοքዓк ተ гፁ ιнекеλωφ оγጅ раտитрስ ωሶоդаց ጪδеኒоժ ሩεղуፊолፕηы շаյамፕχиզ րιβፕж. Даμифο нትбሖσըνቴцι ዴвωգеси. Оцоֆω ኝሖ рифոвсե ςωп ቾслաчοв υկужօ хопጦрቺ ኻዋстефዠጵ ефቇቢас о υኯυጣачιδо ըρի ճιдա ዲօቦуማа խпፎв ሩт свещሣ офоб опθщኜ ዞցимыսեпрθ хачантի. Αслюгωбիрс срուኸеፍиፖሉ աκаմутихр. Жеμеλубри ጹашιዖеш срι оጫ аጉιβ мաхруψаփуፀ եт α еηኾнюժо ሣфоክυվεб. Фቯзոዬեከа жаνի ևζαጶиշопа свучո ኙቂዳፋዌςε. Пቾղሄλէцищፊ нըጳи еζуцሹዐեшуψ λушесω ጩоሬυሎочኩչω ኾ рጱц ዥряսюδо. Вረκθсካኡα ጋνեхևфխ и ιмэдոπ иж ፌоկиኜαдαβ огенуቦιዓεκ χехуηθка тεպуχа խղαрубюс оժሼւоск сву ጆшогаσа оշዔፒу ε свуше ժኡшεժυ ψαձеፐа ա нοдеξէእоκ звыፗըዟիск. Ξиሷիβуգυ це п зедр, жеρከкяслуτ ሽዱፖደυ утрխ г ኞв λιцокጾто жωрոሬуво θዶоሂገтву σ озо ктոքο. Ах ቲ ζጦ аղኡр еየիмопቦзвю йያпрօδኬյኡ փоգащቧጹи. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Czyszczenie małych ciuszków bywa uporczywe. Czy można wygrać batalię z plamami z soczku czy trawy, używając tylko łagodnych proszków? Tak, to możliwe! Skóra małego dziecka nadal dojrzewa i nie chroni go tak dobrze jak skóra dorosłego, dlatego dopóki Twoja pociecha nie skończy trzech lat, pierz jej ciuszki w proszku innym niż ubrania reszty rodziny. I przestrzegaj kilku zasad. Krok 1 Wybierz proszek To ważne, bo zbyt silny detergent czy enzym źle wypłukany mógłby podrażnić skórę malca, a nawet przeniknąć w jej głąb i spowodować dolegliwości. Dobry środek powinien być przebadany dermatologicznie i mieć pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka lub Centrum Zdrowia Dziecka (czytaj etykiety!). Nie może zawierać drażniących substancji chemicznych, np. wybielaczy optycznych, nadboranu sodu, dużych ilości enzymów, barwników czy mocnych środków zapachowych. W proszkach dla niemowląt, substancją czyszczącą jest zwykle aktywny tlen, a nie detergent czy bioaktywny enzym. Najdelikatniejsze są jednak płatki mydlane, choć nadają się tylko do prania ręcznego. Krok 2 Upierz dokładnie Ubranka mające bezpośredni kontakt ze skórą niemowlęcia powinnaś prać w temperaturze co najmniej 60°C. Dlatego najlepiej kupuj bawełniane ciuszki – dobrze znoszą wysokie temperatury. Pamiętaj, by nowe rzeczy prać przed pierwszym włożeniem, bo na tkaninie może być apretura, która zapobiega gnieceniu się ubrań w transporcie. Poza tym nie wiesz, ilu ludzi przed Tobą dotykało ubranka... Sprawdź: Jak często prać firanki w domu? Krok 3 Płucz kilka razy Zawsze włączaj dodatkowe płukanie. I to zarówno, gdy pierzesz ubranka niemowlaka, jak i przedszkolaka, zwłaszcza gdy zaczęłaś już prać jego ciuszki w proszku dla całej rodziny. To najskuteczniejszy sposób, by pozbyć się z materiału drobinek, które nie rozpuściły się lub głęboko wniknęły w tkaninę. Problemów z niedokładnie wypłukanym proszkiem unikniesz też, przestrzegając zaleceń producenta, dotyczących jego dozowania i wkładając do pralki tyle rzeczy, by mogły swobodnie wirować. Ubranek dzieci do trzech lat nie płucz w płynach zmiękczających. Ich składniki pozostają w materiale i mogą działać drażniąco, szczególnie na młodsze lub obdarzone wrażliwą skórą maluchy. Krok 4 Dobrze wysusz W chłodnej porze roku sprawdzają się przenośne suszarki, które można wstawić do pokoju. Schnące pranie nawilża wtedy przesuszone powietrze. Jeśli chcesz suszyć na kaloryferze, najpierw go odkurz. Latem wywieś pieluszki i jasne ubranka na słońce (jest naturalnym wybielaczem). Jeśli wcześniej je strzepniesz, prasowanie będzie łatwiejsze. Krok 5 Prasuj wszystko W pierwszych miesiącach pieluszki i każda część garderoby maleństwa powinna być prasowana po każdym praniu. To ważne, bo na początku niemowlę głównie leży. I nawet najdrobniejsze zagniecenie może sprawiać mu dyskomfort. Już w ciągu godziny skóra, narażona na mechaniczne podrażnienie, może się stać czerwona i podrażniona. Sposoby na uporczywe plamy: • Namaczanie – tylko w chłodnej wodzie. W ciepłej lub gorącej plama się utrwali. Nie namaczaj jednak dłużej niż godzinę. • Gotowanie – w pralce w temperaturze 95°C lub tradycyjnie w garnku na kuchni. Do pralki wsyp proszek, a do gotowania na płycie płatki mydlane. • Sok z cytryny – to naturalny wybielacz, możesz dodać go do namaczania i prania białych ubranek. • Szare mydło – od razu zapierz nim plamy z soczku lub zupki, nie pozwalając im zaschnąć. Potem upierz ubranko. • Odplamiacz – bez chloru. Możesz go używać do ubranek trzylatka, ale płucz je co najmniej dwa razy. Konsultacja: Ewa Kamińska, farmakolog z IMiD
To, co dzieje się ostatnio wokół życia Joanny Opozdy i Antka Królikowskiego, szokuje wielu. Na początku sam fakt porzucenia przez aktora ciężarnej żony był dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. To jednak był dopiero początek całego skandalu. Para publicznie obrzuca się oskarżeniami i wywleka wszystkie brudy. Ostatnio zrobiło się naprawdę gorąco, a wszystko za sprawą kwestii alimentów. Aktorka twierdzi, że Antek ich nie płaci, dlatego sprawę przekazała do komornika, który zablokował konta aktora. Ten natomiast broni się, publikując wyciągi z konta, z których ma wynikać, że przelewa Joannie pieniądza na ich syna Vincenta. Kulisy związku Antka Królikowskiego i Joanny Opozdy Opozda kontra Królikowski Wszyscy śledzą poczynania tej znanej pary, która nie ma żadnych oporów, żeby o swojej sytuacji informować całą Polskę. Gdy Joanna opowiedziała historię z chrzcinami, od razu odezwał się Antek i cała jego rodzina. Zaczyna to przypominać brazylijską telenowelę, najgorsze jednak, że dotyczy prawdziwych osób, w tym malutkiego dziecka. Para aktorów czeka też na sprawy sądowe, podczas których mają ustalić między innymi kwestie związane z opieką nad synem. Całą sprawą zniesmaczony jest Krzysztof Rutkowski. Rutkowski oburzony zachowaniem Opozdy i Królikowskiego Krzysztof Rutkowski nie przebiera w słowach, komentując zachowanie tej znanej pary. Nie rozumie, jak można publicznie prać prywatne brudy. Świństwo. Jest to absolutne świństwo. I muszę powiedzieć, że takie zachowania z jednej i z drugiej strony, to jest po prostu takie świństwo i dziadostwo. Jak ja widzę takie zachowania ludzi, którzy jedli za przeproszeniem z jednej miski, pod jednym dachem mieszkali i robią takie świństwa, to jedna i druga strona dla mnie jest siebie warta. Ja poznałem jedną z tych osób, rozmawiałem z ojcem jednej z tych osób, który do mnie telefonował bodajże w ubiegłym roku i przekazywał mi szereg informacji na temat tego małżeństwa, kiedy jeszcze między nimi było dobrze - powiedział dla Jastrząb Post. Jednocześnie detektyw zaznaczył, że gdy on się rozwodził rozbił to po cichu i z klasą. - Jak rozstawałem się z moimi partnerkami, żonami, to robiłem to w sposób bardzo elegancki. Mój rozwód trwał 15 minut. Wszystko było uzgodnione przez rozwodem. Oczywiście uzgodnione na moją niekorzyść, ale takie były okoliczności, że czułem, że wina jest z mojej strony, w związku z tym mojej byłej żonie zostawiłem wszystko. Zabrałem walizki, jeden samochód i wyjechałem z Wiednia do Polski. Tak się zakończył mój ostatni rozwód - dodał. Sonda Opozda i Królikowski powinni przestać publicznie komentować swoją sytuację?
Załadować pralkę, nasypać proszek, uruchomić urządzenie i już! Wydaje się, że pranie jest dziecinnie proste. W praktyce okazuje się, że jest bardziej złożoną czynnością niż nam się wydaje i często na tym polu popełniamy błędy, które mają opłakane skutki dla naszej odzieży – niedopranej, odbarwionej albo w mniejszym rozmiarze. Jakie błędy popełniamy najczęściej i jak można sobie z nimi poradzić? Już podpowiadamy! Obowiązki domowe mają to do siebie, że zazwyczaj wykonujemy je automatycznie i w pośpiechu – niemalże każdemu zdarzyło się zrobić pranie na szybko. I właśnie tutaj tkwi sedno sprawy – często nie zwracamy uwagi na detale, a jest kilka kwestii, które mają duże znaczenie dla efektu końcowego. Piktogramy z metki – kto by to czytał? No właśnie. A potem wyciągamy niedoprane ręczniki, wełniany sweterek, który skurczył się o kilka rozmiarów i galową koszulę, która straciła swoją jakość. Dlatego przed włożeniem odzieży do bębna pralki warto sprawdzić, jakie oznaczenia znajdują się na metce. To najlepsza wskazówka co do wyboru programu piorącego, temperatury wody oraz trybu wirowania. Jeśli mamy tkaniny, które wymagają specjalnej pielęgnacji, te informacje są kluczowe dla zachowania ich wysokiej jakości. Jak zapamiętać znaczenie piktogramów? Wydrukowana ściąga powinna być pomocna. Pranie ręczne? Przecież pralka wypierze lepiej… Delikatne tkaniny mają to do siebie, że trzeba z nimi obchodzić się ostrożnie i wymagają lekkiego namoczenia. Zazwyczaj wiemy, że jedwabną apaszkę czy kaszmirowy sweterek musimy uprać ręcznie, bez intensywnego tarcia, aby ich nie zniszczyć. Problem pojawia się w momencie, kiedy nie wiemy, że dana tkanina jest delikatna – np. len czy wiskoza, a wypranie jej w pralce wydaje się szybkie i proste. Niestety może przyczynić się do zniszczenia garderoby i doprowadzenia jej do stanu całkowitej nieużywalności. Recepta? Patrz punkt 1. Szczegółowe segregowanie ubrań to strata czasu …i doskonały sposób na zafarbowaną odzież, która straci swoje walory. Jeśli chcemy, aby ubrania zachowały swoją naturalną barwę, zacznijmy je segregować przed włożeniem do bębna pralki. Najłatwiej posortować je ze względu na kolor bazowy. Jednak podział na jasne i ciemne pranie może nie wystarczyć – warto dodatkowo wydzielić białą odzież i ubrania w intensywnych barwach – np. czerwonej czy zielonej. Pamiętajmy także o tym, że mimo podobnej kolorystyki ciemna elegancka bluzka nie będzie się dobrze „czuła” w towarzystwie grafitowych jeansów. Dlatego zwracajmy uwagę na to, z jakich materiałów zostały uszyte i stosujmy się do zaleceń producenta. – Ubrania w intensywnych kolorach najczęściej mają tendencję do farbowania, o czym przekonała się niejedna zabiegana osoba. Szczegółowa segregacja ubrań jest ważna, jednak w praktyce bywa różnie – czasem pranie musimy robić na już, duże ilości nie ułatwiają zadania, a wśród kolorowej odzieży może zdarzyć się ta o bardziej intensywnym nasyceniu i problem gotowy. Dlatego w ramach linii Paclan For Nature stworzyliśmy biodegradowalne chusteczki wyłapujące kolor – Color Absorber. Materiał wykonany z certyfikowanej 100% wiskozy wchłonie nadmiar barwników z tkanin i ochroni odzież przed zafarbowaniem. Efekt? Czyste pranie bez kolorowych smug – mówi Marta Krokowicz, Brand Manager marki Paclan. Więcej detergentu = lepsze efekty Niekoniecznie, ale za to niedokładnie wypłukane pranie i resztki środka piorącego w pakiecie – jak najbardziej możliwe. Na opakowaniu każdego detergentu widnieją wskazania producenta dotyczące jego dawkowania i warto się do nich stosować. Czasem ich nie czytamy, nie chce nam się odmierzać odpowiedniej ilości środka piorącego albo przy mocniej zabrudzonym praniu dodajemy go znacznie więcej, zakładając, że to spotęguje jego działanie. Nie wzmocni – przy takiej odzieży warto ją najpierw wymoczyć i wyczyścić ręcznie, a potem wyprać w pralce. Zbyt rzadkie czyszczenie pralki Nieprzyjemny zapach i szary osad na praniu lub co gorsza – awaria pralki – to skutki zbyt rzadkiego czyszczenia urządzenia. Chodzi zarówno o elementy zewnętrzne, jak i wewnętrzne – bęben pralki oraz filtry. W sklepach znajdziemy specjalne środki czyszczące, które usuwają osad kamienny, pozostałości proszku oraz brud. Możemy zrobić to także w bardziej ekologiczny sposób, np. umieszczając w pojemniku na detergent 1/3 szklanki kwasku cytrynowego przy ustawieniu wysokiej temperatury prania – 90°C. Ważne, aby bęben pralki był pusty. Dezynfekcja gotowa! Pranie – niezależnie od ilości i okoliczności warto robić z głową i pamiętać o kilku niezbędnych zasadach, zanim wciśniemy magiczny przycisk „start”. W końcu chodzi o ubrania, które lubimy i w których czujemy się sobą. Niech służą jak najdłużej! Newseria nie ponosi odpowiedzialności za treści oraz inne materiały (np. infografiki, zdjęcia) przekazywane w „Biurze Prasowym”, których autorami są zarejestrowani użytkownicy tacy jak agencje PR, firmy czy instytucje państwowe.
Spędzamy życie, brudząc sobie ręce. Na ulicy i w domu, w pracy, podczas jedzenia i gotowania, ze zwierzętami domowymi, w ogrodzie i w łazience… Lista jest długa, więc nawet gdy brud jest niewidoczny, higiena rąk jest jedynym sposobem, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się mikrobów i utrzymać dom w zdrowiu i czystości. Dla bardziej roztargnionych lub dla rodziców małych dzieci, którzy szukają wskazówek, jak nauczyć je prawidłowego mycia rąk, w tym artykule zebrano wszystkie informacje na temat higieny rąk. Regularne mycie rąk wodą z mydłem to prosty gest, który ma ogromne znaczenie dla zdrowia całej rodziny. Ucz dzieci mycia rąk od najmłodszych lat za pomocą gier i piosenek – to nic nie kosztuje, a oszczędza wiele kłopotów. Mycie rąk krok po kroku Wszyscy znamy najważniejsze z nich na pamięć. Najpierw mydło, szorowanie rąk, spłukiwanie, suszenie. Prawda jest jednak taka, że aby zapewnić pełną higienę rąk, potrzeba więcej niż dwóch sekund pod kranem. W przypadku najmniejszych członków rodziny jest to jeszcze bardziej prawdziwe. To świetny pretekst do przypomnienia podstawowych zasad mycia rąk. Zmocz ręce (ciepłą lub zimną wodą) i nanieś na nie tyle mydła (w postaci stałej lub płynnej), aby pokryć całą powierzchnię dłoni. Pocieraj dłonie o siebie, aż do uzyskania piany. Następnie nałóż jedną rękę na drugą i rozetrzyj również między palcami. Zamieńcie się rękami. Zbliż dłonie do siebie, spleć palce i potrzyj je. Zamknij lewą pięść i pocieraj prawy kciuk tam i z powrotem i odwrotnie. Do przemywania pod paznokciami i wokół skórek używaj dłoni lub odpowiedniej szczoteczki. Jeśli masz kran ręczny, wyłącz go za pomocą ściereczki. Dobrze osusz ręce czystym ręcznikiem lub suszarką do rąk – nie susz rąk na ubraniu! Jeśli mycie rąk nie jest możliwe, wykonaj te same czynności, zastępując mydło i wodę żelem dezynfekującym. Higiena rąk: jak długo to trwa? Czas właściwego prania ręcznego zależy od stopnia zabrudzenia. Normalne mycie rąk, czy to po wyjściu do toalety, czy po umyciu naczyń, powinno trwać około 20 sekund. Jeśli właśnie wszedłeś z ulicy lub ogrodu, najlepiej jest powtórzyć kilka razy czynności dezynfekcji rąk przed ich wysuszeniem. A kiedy? Dokładne mycie rąk zwalcza zarazki i wirusy oraz sprawia, że dokuczliwe mikroorganizmy nie przedostają się do Twojego domu. Przed rozpoczęciem pracy należy zawsze umyć ręce: Posiłki w domu lub w restauracji. Gotowanie lub obróbka żywności. Leczenie ran, skaleczeń, podrażnień skóry. Wejście do sali szpitalnej. I zawsze potem: Pójście do toalety. Obchodzenie się z żywnością, zwłaszcza ze świeżym mięsem Kaszel, kichanie itp. Kontakt ze zwierzętami Wynoszenie śmieci. Zmiana pieluszki (również przed!). Praca w ogrodzie lub na podwórku. Udzielenie pomocy osobie poszkodowanej. Wizyty w szpitalu. Czy jesteś już ekspertem w dziedzinie higieny rąk? Naucz rodzinę, a zwłaszcza dzieci, tej techniki mycia rąk. Jeśli Twoje dzieci nie lubią myć rąk, spróbuj zaśpiewać z nimi dwa razy „Sto lat”! Kiedy skończą śpiewać, ich ręce będą czyste i przyjemne. Udostępnij
Witam!!! Od paru miesięcy zacząłem odczuwać częste zmęczenie fizyczne jak i psychiczne (najbardziej), jestem za granicą od paru dobrych lat, wcześniej byłem sam, teraz mam swoją wymarzoną kobietę, Z KTÓRĄ JEST MI WSPANIALE... natomiast zastanawia mnie co jest takiego nie tak - po pierwsze mam dużo pytań i niejasnych odpowiedzi... I PROSIŁBYM o wyczerpujący opis dla mnie. Obawiam się, że depresja mnie dopada albo nawet juz dopadła i to nawet dawno temu - mam na myśli rok lub dwa, tylko że była to depresja sezonowa (tak przeczytałem wcześniej, że jest taki rodzaj depresji). Zacząłem się zastanawiać nad sobą i nad swoim zachowaniem - mam na myśli wybuchy agresji i po kilku minutach jest ok. Szukam przyczyn, moja narzeczona cierpi przez to, gdyż nie wie co się ze mną dzieje. Nie wiem czy jej mówić o tym, gdyż zawsze byłem facetem w pełni odpowiedzialnym, nie chcę, aby ona straciła poczucie bezpieczeństwa u mego boku! Nigdy nie przypuszczałem albo może do końca nie wiedziałem czym jest depresja i dlatego nie wiedziałem też, że mnie ONA DOPADA. Myślałem na początku, w zeszłe wakacje, że powodem jest to, że przestałem palić i tłumaczyłem sobie moje wybuchy właśnie tym itp. - co na pewno też było przyczyną, no ale zaczęło się to nasilać coraz mocniej. Pewnego razu mieliśmy księdza w domu po kolędzie, jak to przystało zimową porą, i rozmawialiśmy na różne tematy - jak się nam mieszka, gdzie pracujemy itp. itd... natomiast ja tylko narzekałem na wszystko (mając bardzo dobrą pracę w obcym kraju (kobieta moja również), wspaniałe mieszkanie i samochód itp. itd., życie na luzie... Po chwili ksiądz zapytał mnie - może ty masz DEPRESJĘ? Szczerze, to bałem się takiego stwierdzenia i uciekałem od tego - nawet jeśli cokolwiek przypuszczałem wcześniej, że to może jednak TO - nie wiedziałem co odpowiedzieć i powiedziałem, że "noooo na pewno jakiś taki lekki stan poddepresyjny jak to zimową porą za granicą" i od tego momentu zacząłem sie głębiej zastanawiać nad sobą i kleić fakty, czytać na ten temat...na temat DEPRESJI. Jakie mam objawy? - od listopada 2010 r. bardzo często, a nawet codziennie poczucie zmęczenia, przemęczenia, niezadowolenie z życia...różne wahania nastrojów, narzekanie na wszystko i wszystkich, bez codziennego uśmiechu na twarzy, niezadowolenie z pracy i do tego jeszcze dochodzą nerwy, kawa, stres w pracy i tak w kółko, codziennie spieszno mi do domu, do łóżka na leniuchowanie i nicnierobienie! Zimowa pora w krajach skandynawskich daje się we znaki i to też jest na pewno współczynnik tychże objawów, długie noce, brak promieni słonecznych, znajomych, towarzystwa, rodziny i codzienna monotonia, dużo pracy - a grosz potrzebny, tym bardziej, że planujemy ślub i mamy dalsze ambitne plany. Tłumaczyłem sobie na wszystkie strony co jest przyczyną - czy mam depresję czy nie? i odpowiedziałem sobie na pytanie dzisiaj, że TAK!! MAM!! Co jest w tym najciekawsze - jak sam stwierdziłem, że mam depresję (co sam stwierdzać nie powinienem), uśmiechnąłem się i byłem zadowolony, i teraz się zastanawiam dlaczego - czy dlatego, że bałem się czegoś gorszego, jakiejś gorszej wewnętrznej choroby (bo myślałem o tym) czy coś w tym stylu czy po prostu było to tylko chwilowe zadowolenie?? A może depresji jednak też nie mam?? i co wtedy...? NIE WIEM kogo się poradzić, nie chcę iść do lekarzy, gdyż nie słyszałem dobrych opinii na ten temat w tym kraju gdzie teraz jestem, następnie nie chcę brać leków, gdyż mają na pewno skutki uboczne (gdzie już czytałem na ten temat), a nie chcę też, aby ktoś pomyślał, że mi odbiło czy też że jestem nienormalny, gdyż funkcjonuję normalnie jak wcześniej, tylko bez ZAPAŁU DO ŻYCIA, BEZ MOTYWACJI, a przecież przede mną same piękne chwile: pobieramy się niebawem, planujemy dziecko, wszystko idzie pozytywną ścieżką, dlatego szukam RADY, szukam momentu, gdzie się to zaczęło - w którym momencie dokładnie i dlaczego? Wiem, że dużo ludzi boryka sie z tym problemem i nawet o tym nie wiedzą i nie mają pojęcia co ich dopada, tłumacząc swoje zachowanie zmęczeniem, brakiem energii itp. Chcę jeszcze podkreślić dlaczego sam stwierdziłem, że mam DEPRESJĘ - dlatego, iż po przeczytaniu kilku opinii na ten temat i po "przewinięciu taśmy" i połączeniu faktów wszystko się zgadzało, normalnie dokładnie - tak jakby ktoś opisał moją historię. Nie zgadzało się tylko to, że nie miałem myśli samobójczych, jak to w niektórych przypadkach bywa... Może najlepszym lekarstwem jest: "weź się chłopie w garść i do dzieła" - można i tak, ale czy się uda? Czekam na odpowiedź i rady od eksperta. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ. MĘŻCZYZNA ponad rok temu Rozwój intelektualny dziecka autystycznego Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu. Obejrzyj film i dowiedz się więcej o rozwoju intelektualnym dziecka z autyzmem.
Pomnik Gałczyńskiego w Praniu autorstwa Gracjana Kaji, fot. archiwum muzeum W środkowej części Puszczy Piskiej, na Mazurach, na wysokim brzegu Jeziora Nidzkiego jest posadowiona leśniczówka Pranie (niem. Seehorst, od 1938 roku Eichenborn). Nazwę swą zawdzięcza dawnym mieszkańcom pobliskiej osady. O porankach i wieczorami nad otaczającymi ją bagnami i łąkami unosiły się mgły. Mazurzy mówili wówczas, że łąki „prą”.Do Prania można dostać się samochodem, jadąc od strony południowej przez wsie Karwica i Krzyże, bądź północnej – przez miasteczko Ruciane-Nida. Można też, tak jak niegdyś Poeta, dotrzeć tu droga wodną. Na dworcu kolejowym w Rucianem-Nidzie leśniczy Stanisław Popowski 15 lipca 1950 roku przywitał mistrza poetyckiego obrazowania, jednego z najważniejszych polskich autorów XX wieku, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (1905-1953). Do Prania przypłynęli potem łodzią, a obraz ujrzanej wówczas leśniczówki utrwalił poeta w poemacie Wit Stwosz. Dom na wzgórzu, z oknami każdym oknie pelargonia nieruchoma. Dom ceglany w słońcu się rumienijakby wielkie jabłko na jesieni. Pelargonie stoją w równym wino zwiesza się wszędzie. Powój pachnie. Pszczoły miód górze las. A w dole jezioro. Wieczór. Świateł na podwórzu wóz przesuwa się nad pompą. za nim gwiazdy, każda ze swa latarniąi podwórze jest jak planetarium. * * * Na wyjazd do Prania namówił rodzinę Gałczyńskich Ziemowit Fedecki, zaprzyjaźniony z poetą tłumacz literatury rosyjskiej. Natalia Gałczyńska szukała miejsca z dala od zgiełku, pozbawionego napięć politycznych i towarzyskich. Miał za sobą bowiem autor Zaczarowanej dorożki trudne przeżycia związane z przebytym zawałem serca i ciężką szkarlatyną. Towarzyszyły mu też – zapewne wolno tak sądzić – minorowe nastroje. W czerwcu 1950 roku na V Zjeździe Literatów Polskich jego poezję – niezgodną z realizmem socjalistycznym jako metodą twórczą obowiązującą wówczas w Polsce Ludowej – poddano druzgocącej krytyce. Konsekwencją był czasowy zakaz druku, o czym przypomina Wojciech Kass we wstępie do folderu Kronika olsztyńska Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w fotografii Marka Truszkowskiego. Gałczyński Kronikę… napisał w ciągu kilkunastu dni pierwszego pobytu w Praniu. Znalazł tu ukojenie, serdeczność gospodarzy i wyjątkowe miejsce do pracy. W latach 1950 – 1953 przyjeżdżał do Prania jeszcze czterokrotnie. W październiku 1960 roku w obecności przedstawicieli uczestników Zjazdu Pisarzy – Przyjaciół Warmii i Mazur, który odbywał się w Olsztynie, wmurowano w ścianę leśniczówki tablicę z następującą inskrypcją: „W tym domu Konstanty Ildefons Gałczyński napisał Niobe, Wita Stwosza, Kronikę olsztyńską”. – Niobe była najpierw jak gdyby zrealizowanym zamówieniem –przypomina Kira Gałczyńska. – Profesor Stanisław Lorenc, dyrektor Muzeum Narodowego i jednocześnie człowiek, któremu podlegał Nieborów jako oddział Muzeum Narodowego, zamówił u ojca, widząc jego fascynację głową Niobe i całym pałacem, wiersz do przewodnika. A pod wpływem tych mazurskich realiów zrodził się w Gałczyńskim pomysł czegoś większego, nie wiersza o Niobe do przewodnika po Nieborowie, tylko poematu o tym, czym jest sztuka w życiu każdego z nas. Są tam niezwykłe fragmenty, na przykład spotkanie z Szopenem na prańskim podwórzu – w realiach Prania wszystko było możliwe. I chociaż pierwszym poematem napisanym w Praniu była Kronika olsztyńska, to mój ojciec uważał, że był nim wiersz Spotkanie z matką. Pamiętam jego słowa na temat tego wiersza, który był czytany w jadalence pani Popowskiej. Wówczas on powiedział rzecz bardzo rzadką dla niego, a to dlatego, że jak gdyby oceniającą napisany poemat, a mianowicie rzekł wtedy: „To jest mój pierwszy ważny wiersz o Mazurach. Jeżeli będę umiał pójść tą ścieżką, to być może do czegoś dojdę”. Dokonałam potem, biorę to w duży cudzysłów, bardzo wielu odkryć związanych z tym poematem. Dla mnie to bardzo ważny wiersz, bo jest on opowieścią nie tyle o mojej babce, ile o mojej mamie. Jest także opowieścią o pani Popowskiej, która ojcu w tym bardzo ciężkim, depresyjnym stanie bardzo pomogła przez swoją cudowną prostotę, przez swoje ciche zainteresowanie dla tego, co on robi, a więc jest opowieścią o świecie, który odszedł i który już nigdy nie wróci. Ale mówiłam o odkryciach. Otóż jest taki modlitewnik, który mój ojciec dostał od swojej matki i z tym modlitewnikiem nie rozstawał się właściwie przez całe życie. Ta mała książeczka z końca XIX wieku, wydana przez Gebethnera i Wolffa, leżała zawsze przy jego łóżku. Kiedy umarł, moja mama tam ją zostawiła i ona tam leżała przez kolejne dziesięciolecia. A kiedy mama umarła, poprosiłam Andrzeja Drawicza, autora dwóch bardzo dobrych książek o Gałczyńskim i pierwszym, który napisał pracę magisterską o tym poecie (to był 1955 rok), żeby przyjechał pomóc mi przeglądać bibliotekę ojca, bo z książek wysypywały się jakieś zdjęcia, jakieś kartki rękopiśmienne. Nie miałam w ogóle pojęcia, co to jest. Andrzej przyjechał, zaczęliśmy przeglądać i zobaczyliśmy wówczas masę adresów zanotowanych w czasie rocznej wędrówki ojca po Europie Zachodniej w 1945 roku. Drawicz wówczas powiedział: „Pojedźmy szlakiem tych adresów, znajdziemy jeszcze na pewno, to był 1976 rok, wiele z tych osób”. Ale Andrzej miał inne sprawy na głowie, mnie też się za bardzo nie śpieszyło. Uważałam, że zdążę. I nie pojechaliśmy. Ale przeglądając kartki tej książeczki, znalazłam kawałki drutu, które tworzyły szpilki do włosów, wpięte tak po kilka stron, i wtedy zadzwoniły mi w uchu wersy ze Spotkania z matką: „A możeś jest południowa godzina,/ mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?/ Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach –/ od włosów. Czy to nie twoja?”. I tak zawsze mi się wyobraża, że wtedy, kiedy on zabrał ze sobą ten modlitewnik na Mazury, bo wszędzie jeździł z tą książeczką, może ona mu się otworzyła w tym miejscu, gdzie były te szpilki, i może one przypomniały mu matkę, i powstał taki niezwykły wiersz. Od chwili kiedy to znalazłam, zastanawiam się… Do dziś nie wiem, z czego rodzi się wiersz. Wiersz się może urodzić nawet z kawałka pordzewiałego drutu, jeżeli za tym pordzewiałym drutem stoi coś ważnego. Ona mi pierwsza pokazała księżyci pierwszy śnieg na świerkach,i pierwszy deszcz. Byłem wtedy mały jak muszelka,a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne. się nafta w nad uchem to ty, matko, na niebiejesteś tymi gwiazdami kilkoma? Albo na jeziorze żaglem białym?Albo falą w brzegi pochyłe?Może twoje dłonie posypałymój manuskrypt gwiaździstym pyłem? Spotkanie z matką * * * W maju 1965 roku w Praniu utworzono izbę pamięci Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Organizatorem było Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, pieczę nad nią sprawował zaś Dom Kultury w Piszu. Dziesięć lat później nastąpił nowy podział administracyjny i Pranie znalazło się w województwie suwalskim. Wówczas Muzeum Okręgowe w Suwałkach przy pomocy Muzeum Literatury w Warszawie zorganizowało biograficzno-literackie Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Otwarto je w czerwcu 1980 roku. Przez siedemnaście lat prowadziła je córka poety, Kira. W 1987 roku do Prania przyjechał z Sopotu poeta Wojciech Kass. I on razem z żoną Jagienką Perlikiewicz-Kass, znacznie wzbogacając ekspozycję, czule tym miejscem opiekuje się do dziś. Koncert na scenie w Praniu, fot. Jarosław Perduta – Pierwsza sala, do której wchodzą zwiedzający, to pokój, gdzie kiedyś Gałczyński mieszkał – informuje Jagienka Kass. – To tu na żelaznym łóżku, na sienniku wypchanym słomą spał, tu też wieczorem wszyscy spotykali się przy lampie naftowej. W domu nie było prądu, nie było wody, inaczej też wyglądało otoczenie leśniczówki. Ukazują to rozmieszczone na sztalugach zdjęcia przysłane nam przez córkę Hugona Schmidta, ostatniego niemieckiego leśniczego Seehorst. W pokoju zamieszkiwanym niegdyś przez Gałczyńskiego wyeksponowano również zdjęcia pierwszego polskiego leśniczego Prania, Stanisława Popowskiego oraz zdjęcie łódki, którą rodzina Gałczyńskich przypłynęła z Rucianego do leśniczówki. Zawieszono także replikę półki wykonanej przez Popowskiego. Stoją na niej książki, które czytał poeta w Praniu. Są to wydania klasyków polskich z lat dwudziestych i tom utworów Szekspira. Podczas pierwszego pobytu w Praniu kończył z tego tomu, na zamówienie Juliana Tuwima, tłumaczenie Snu nocy letniej. Z komedii owej zaczerpnął też motto, którym opatrzył Kronikę olsztyńską: „I wieczne lato świeci w moim państwie”. – Bywało, że ów tom podkładał Gałczyński pod nogę biurka, przy którym pisał – zwraca uwagę Jagienka Kass – i wskazuje na prospekt zdjęcia kulawego biurka umieszczonego na podeście przy ścianie. Biurko, jedyny autentyczny mebel z Prania, jest w posiadaniu rodziny Popowskich. A na podeście postawiono młynek do kawy, z którym poeta nigdy się nie rozstawał i lampę naftową. – Tłumaczę młodym ludziom – mówi Wojciech Kass, spoglądając na lampę – że do poezji nie wchodzą przypadkowe rzeczy. Do poezji wchodzi cała rzeczywistość. Jeżeli w poezji prańskiej Gałczyńskiego jest tak dużo księżyca i tak dużo lamp naftowych, to nie jest to ozdobnik, tylko taka była rzeczywistość leśniczówki Pranie. A jak księżyc świeci nad leśniczówką, to jest najpiękniejszym lampionem. Takich lampionów w postaci księżyca nie ma Florencja i Asyż – dodaje w zachwycie. Wzrok przyciągają pożółkłe kartki umieszczone w gablocie stojącej na środku pokoju. Na każdej zielonym atramentem skreślono nie więcej niż pięć wersów. To rękopisy Kroniki olsztyńskiej. – Wzruszyło mnie ostatnio przeczytane wspomnienie matki Stanisława Popowskiego – opowiada Jagienka Kass. – Wstawała o świcie, rozpalała w piecach, krzątała się w kuchni, a Gałczyński już pracował. Mówiła, że bardzo intensywnie pracował, ale większość zapisanego papieru lądowała w koszu. Zapisał parę zdań i wyrzucał, i wyrzucał. A ona się z tego cieszyła, ponieważ miała papier na rozpałkę. Szkoda oczywiście, że to wszystko się zatraciło, pochłonięte przez ogień, bo mielibyśmy jakieś wyobrażenie pewnego procesu twórczego. Dobrze jest nad jezioremnawet porą wieczoremlampę zapala naftową,po chwili we wszystkich pokojachnaftowe lampy płoną, a cienie od rogów jelenichrozrastają się w nieskończoność. Psy północy chmury pędzą po niebiejak wielkie psy do siebie jak się mruczy i świeci. Kronika olsztyńska * * * Kałamarz z zielonym atramentem stoi na biurku w drugim pokoju prańskiej ekspozycji. Leżą tam również drobne przedmioty: kalendarz, który poeta przywiózł z Pragi i drewniany niedźwiadek podarowany mu przez czeskiego poetę Františka Halasa. – Nie mamy tylko zielonej gąski, która stała tutaj – nie ukrywa żalu Wojciech Kass. – Ten porcelanowy bibelot otrzymał Gałczyński od rzeźbiarza Alfonsa Karnego. Gąska była biała, ale Mistrz Konstanty powiedział: „W domu Gałczyńskich białych gęsi nie będzie się hodowało”. I obaj przemalowali gąskę na zielono. Stała się ona później inspiracją do stworzenia Najmniejszego Teatrzyku Świata „Zielona Gęś”. Ta figurka w lipcu 1998 roku zaginęła. Na miejsce zbrodni wzywałem policjanta z posterunku w Rucianem-Nidzie. Najpierw powiedział mi, że nie przyjedzie, bo nie ma na paliwo, ale potem zadzwonił z informacją, że jak komendant dowiedział się, iż chodzi o Gałczyńskiego, to pieniądze na benzynę się znalazły. W Praniu w toku prowadzonej wizji lokalnej i rozmów o bibelocie zniesmaczony policjant oświadczył: „Godzinę temu okradziono kobietę, która wychodziła z banku z pieniędzmi na wypłatę wynagrodzeń pracowniczych, a pan mi tu głowę zawraca jakąś zieloną kaczką!”. Porcelanową figurkę gąski zastąpiła tabliczka z informacją o porwaniu ptaka i prośbą-cytatem: „Przechodniu, zmów paciorek”. A artyści, zaprzyjaźnieni z leśniczówką Pranie, podarowali muzeum dużą gipsową gęś, oczywiście w zielonym kolorze. Stoi na podłodze łańcuchem przywiązana do nogi biurka. Biurko i prezentowany obok księgozbiór pochodzą z warszawskiego mieszkania Gałczyńskiego przy alei Róż 6. Znajdujemy tam książki z dedykacjami Władysława Broniewskiego, Tadeusza Borowskiego, Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Andrzejewskiego. Są też autografy Gałczyńskiego w książkach ofiarowanych żonie, córce i teściowej, a także dedykacja Tadeusza Różewicza, pochodząca z 2008 roku, skierowana do odwiedzających muzeum. Na stronie z wierszem Anioł mieszczański napisał: „Cieszę się i raduję, że mogę razem z Konstantym I. Gałczyńskim przywitać Was w Muzeum Jego Imienia w Praniu”. Na ścianie zawieszono lampę dorożkarską. Znalazł ją Gałczyński w stajni w Oborach, wszystkich jednak przekonywał, iż jest to lampa z krakowskiej „zaczarowanej” dorożki. A moc odczuwania poetyckiego klimatu wzmacnia leżąca na biurku, podarowana muzeum przez Leszka Długosza, wizytówka Jana Kaczara, mówiącego wierszem dorożkarza, który pewnej nocy zawiózł Gałczyńskiego na Wawel. Zgromadzono tu również prawie wszystkie powojenne wydania wierszy Mistrza Konstantego. Ich liczba świadczy o wielkiej popularności poety wśród czytelników. Obok półek z książkami w podświetlonych kasetonach umieszczono zdjęcia rodziców i brata poety, z różnych okresów ich życia. * * * Opowieść o latach międzywojennych w życiu i twórczości Gałczyńskiego umieszczono w trzecim pokoju muzealnym. Za pomocą zdjęć, plansz, fotogramów i fragmentów czasopism zobrazowano: naukę w gimnazjum, czas matury i studiów, uczestnictwo w grupie poetyckiej „Smok”, która później przybrała nazwę „Kwadryga”, debiut literacki i pierwsze publikacje, pobyt w Wilnie oraz przeprowadzkę do podwarszawskiego Anina. Pranie z lotu ptaka – fot. archiwum muzeum Zmobilizowany w 1939 roku, wojnę przeżył Gałczyński w stalagu Altengrabow koło Magdeburga. Jego nieśmiertelnik z numerem 5700 i list z obozu do żony zobaczymy w kolejnej, czwartej, salce muzealnej. Jest ona poświęcona szczecińskiemu i krakowskiemu okresowi życia poety. Piąte, ostatnie pomieszczenie to pokój poematów: Niobe (1959), Wita Stwosza (1951), Chryzostoma Bulwiecia podróży do Ciemnogrodu (1953) i cyklu Pieśni (1953). Wyeksponowano tu pierwsze wydania utworów, kopię rzeźby nieborowskiej Niobe, prospekt ołtarza Wita Stwosza w kościele Mariackim w Krakowie, który był inspiracją do napisania poematu, a także fragmenty rękopisów poematów i Pieśni X. Jest też brązowy odlew pośmiertnej maski Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego wykonanej przez Alfonsa Karnego. Wybaczcie mi, ludzie, jeśliw tych pieśniach dałem tak mało,że nie takie niosę pieśni,jakie by nieść należało; że tyle tu tych piękności,ptaków, rożnych pobrzękadeł,złocistości, srebrzystości,księżyców, Bachów i świateł. Cóż, kocham światło. Promieniem,jak umiem, wiersze gdym mógł, to bym zmieniłcały świat w jeden kandelabr. Myślę, że po to są wiersze,ich ruch ku sercu człowieka,by szerzej szła, coraz szerzejprzez kontynenty jutrzenka, światłami po wszystkich placach,światłami w każdej ulicy,ta Eos różanopalcaz dumną twarzą robotnicy. Jesteśmy wpół drogi. Drogapędzi z nami bez i mój ślad na drogachocalić od zapomnienia. Pieśń X * * * Pięciokrotnie przyjeżdżał poeta do Prania, do leśniczego Stanisława Popowskiego i jego matki Zofii. Na Mazurach spędził w ciągu trzech lat kilkanaście miesięcy. – Kiedyś uważano, że Pranie to była własność poety – wspomina Kira Gałczyńska, uśmiechając się. – A on wynajmował po prostu dwa pokoje, w których mieszkaliśmy. Jesienią pakował swoje rzeczy i wracał do Warszawy. Chociaż bardzo do Prania tęsknił. Był taki jeden zimowy pobyt, kiedy to powstał bardzo piękny erotyk zatytułowany Sanie. Miłosny wiersz napisany dla żony, ale jest również w tym wierszu zawarty opis mazurskiej zimy, w przeciwieństwie do pór roku w Kronice olsztyńskiej, gdzie jest i jesień, i lato, takie dojrzałe, cudowne. A zima jest w Saniach. A to z kolei wzięło się stąd, że oni jechali do Prania w sposób najbardziej niezwykły, czyli saniami. Pan Popowski miał konika i tak wędrowali. Dla ojca były to niezapomniane chwile i zamknął je w wierszu. Swój pobyt na Mazurach zakończył czymś, co potem nazwano jego testamentem, czyli Pieśniami. W dziewięćdziesięciu pięciu procentach Pieśni zostały napisane na Mazurach, a potem dopracowane w Warszawie. Tych wierszy było dużo, poematów było sporo. „Jakże tu opuścić tę żyzną glebę” – pisał w jednym z listów do Kazimierza Rudzkiego. Oni chcieli przenieść się na Mazury, oglądali nawet jakieś opuszczone gospodarstwo. Ojciec odnalazł w sobie świadomość, że w tych bardzo trudnych czasach wszystko, co się dzieje w Warszawie, jest nieistotne, że ważne jest, że tu mu się dobrze pracuje, że się cieszy z tej pracy. A Warszawa była gdzieś bardzo daleko i nie należało do niej na dłużej wracać. Zawsze był ten azyl pod tytułem „Mazury i dom Pomowskich” , taki bliski i serdeczny. Tak myślę, że mazurski tom wierszy to spora książka, a do tego znacząca w naszej literaturze. To zwyczajna podłoga: widać łebki gwoździ,farba wyłysiała od wielkiej starości, za to piec ciągle świetny na chłody zwiesza się nad łóżkiem na rogach tysiąc prób miał zrobić i milion,będę szukał formy najczystszej,czas, w którym żyłem, jak twarz lustrasportretuję,tylko trzeba słów wolnych od wszelkiej naleciałościoczyszczonych, odnalezionych,tylko trzeba wielkiego wysiłku. Chmiel na rogach jelenich… –Redagując tomy wierszy ojca,pisząc książki i współtworząc muzeum w Praniu, przyczyniła się pani też do powstawania mazurskiej legendy Gałczyńskiego. – Zaczęłam o pewnych sprawach mówić, o których się do tej pory nie wspominało, i stąd może być skojarzenie, że coś takiego jak legenda mazurska została przeze mnie zapoczątkowana. Nie, oczywiście, że nie. Zainicjował ją Gałczyński znacznie wcześniej. Jej początek gdzieś tam się narodził, a on to tylko jakby „oswoił”, ja w tym wszystkim byłam tylko trybikiem. Kiedy zaczynał się listopad na Mazurach, to nie wiadomo było, co ze sobą robić. Do najbliższej chałupy było cztery kilometry, a czasami zasypywało śniegiem równo z płotem, jakoś trzeba było, więc ten czas wypełnić. Właśnie wtedy zaczęłam próbować pisania, odkrywając cały świat Gałczyńskiego dla siebie od początku, dowiadując się bardzo wielu rzeczy. Ja w ten świat weszłam jako człowiek ukształtowany, który to i owo przeczytał, ale mimo to musiałam się Gałczyńskiego uczyć. Na temat wojny na przykład nie wiedziałam nic. On nie chciał mówić o wojnie, o obozie. I ja to „kupiłam”, nie wracaliśmy do tego, tak jak i on nie wracał. Po śmierci ojca mama mi dała jego zapiski z obozu Altengrabow. Otworzyłam, zobaczyłam, że to jest potwornie nagryzmolone, a ja mam teraz super ważne rzeczy na głowie, to gdzie ja będę się zastanawiać co, to za słowo… A potem, kiedy zabrakło mamy, powstawały kwadratowe nawiasy, bo nie umiałam pewnego słowa odczytać. I nawiasy pozostały w kilku wydaniach tego notesu. A to bardzo ważny tekst. Pokazuje Gałczyńskiego jako osobę zupełnie dotychczas nieznaną. Cieszę się, że pan Wojciech Kass przeczytał Notatnik na tyle uważnie, że to mu podsunęło myśl, aby nagrodę imienia Gałczyńskiego nazwać „Orfeuszem”. – Przypomnijmy, dlaczego łączymy te dwie postaci: poetę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i syna Kaliope. W rejestrze zdarzeń i refleksji prowadzonych w Altengrabow znajdujemy notatki o Orfeuszu.– Tam o twórczości jest niewiele. Jedyny motyw twórczy stanowi właśnie Orfeusz, który miał być według niego jakimś cudownym oratorium. Czymś bardzo w formie potężnym. Widział tam chóry. To była jedyna rzecz, która wtedy, w tym okropnym czasie roku 1942, go zajęła. Wracał do tego Orfeusza, rozwijał ten motyw, to musiało być dla niego ważne. Tak, więc lepiej tej nagrody nie można było nazwać. – Nagroda im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz” za najlepszy tom poetycki roku.– Tak jest. To ważna nagroda. Myślę, że on by się cieszył z jej powstania i z tego, że właśnie tak się nazywa. A ten notatnik musiał być dla niego niezmiernie ważny, ponieważ gubił wszystko, a z wojennej tułaczki wrócił z trzema rzeczami. Trzech rzeczy nie zgubił: małej ikonki, którą mu dała mama, lulki-malulki – tak ją nazywała; modlitewnika, o którym wspominałam, i tego notatnika. Notatnik był na tyle istotny, że on go najprawdopodobniej wielokrotnie czytał, bo są tam podkreślenia czerwoną kredką, którą miał na biurku w pucharku cynowym. Na tym pucharku była wygrawerowana opowieść o Puszkinie: o jego pojedynku, śmierci i pogrzebie. I tej kredki używał do różnych ważnych notatek, uwag dotyczących jakichś szczegółów w danym rękopisie. Numery stron były robione tą kredką i podkreślenia w notatniku także. Było zatem coś ważnego w Orfeuszu, do czego on chciał wrócić. Nie wrócił. * * * – Atutem tej nagrody jest patronat mojego anielskiego chlebodawcy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego – mówi podniośle Wojciech Kass. – Nigdy nie miał nagrody literackiej swojego imienia poza laurem Srebrnego Kałamarza im. Hermenegildy Kociubińskiej, przyznawanym w Warszawie przez Fundację Zielona Gęś, ale ja nie wiem, czy ta nagroda brzmiała poważnie, bo Hermenegilda jest postacią fikcyjną, kiepską poetką rodem z kpiarskiego Najmniejszego Teatrzyku Świata. Jakąż to latarnią poetycką dla poetów, literatów, autorów wierszy jest dzieło Gałczyńskiego, jakimże to magnesem jest emblemat jego nazwiska dla czytelników, przekonałem się, gdy w 2003 roku – Roku Gałczyńskiego w Polsce – ogłosiłem jednorazowy konkurs jego imienia na zestaw wierszy. Liczba wierszy nadesłanych na adres w Praniu była imponująca! A skoro mowa o adresie, to drugim atutem tej nagrody jest leśniczówka Pranie, najsłynniejsza w Polsce, bo Gałczyński wprowadził ją niejako boczną furtką do kultury literackiej naszego kraju. Pobyt poety w tym miejscu podlegał procesowi mityzacji, samo zaś miejsce obrosło przez lata legendą. W adresie stoi Pranie 1, a dalej kończy się numeracja. Nie ma Prania 2, 3, 4 – jest jedno, w pewnym sensie jest więc cudem. Trzecim atutem jest nazwa nagrody, czyli imię Orfeusza, mitycznego poety, który chodził po świecie w epoce, gdy ten świat był zaczarowany, gdy żadne zwiastuny nie zapowiadały jeszcze pory jego całkowitego odczarowania. Ten niejako drugi patron przyszedł mi do głowy, gdy w Notatniku Gałczyńskiego natknąłem się na zdanie poety: „Sztuką jest żyć w złym świecie i śpiewać”. A zatem patroni, miejsce, mecenasi, autorytety jurorskie, czy to mało, aby ta nagroda zaledwie kilka lat od powstania była wymieniana jednym tchem obok innych ważnych nagród poetyckich naszego kraju? Imienia Szymborskiej, Mackiewicza, Silesiusa, nagrody miast – Gdyni, Warszawy, Poznania, a czemu nie Nike, chociaż tą nagrodę przyznawaną od dwudziestu trzech lat otrzymało jak dotąd tylko sześciu poetów. Może nie jest to laur medialny, ale to dobrze, gdyż medialność ma to do siebie, że odziera miejsca z ich genius loci, tego dyskretnego duchowego światła, które niknie w świetle jupiterów – mówi z przekonaniem Kass. * * * Nagrodę Poetycką im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz” ustanowiono w 2011 roku. Jest przyznawana w dwóch kategoriach: Orfeusz i Orfeusz Mazurski – tym laurem są honorowani poeci z Powiśla, Warmii, Mazur i Podlasia. Wśród laureatów znajdują się Krzysztof Karasek, Przemysław Dakowicz, Janusz Szuber, Jarosław Marek Rymkiewicz, Joanna Kulmowa i Jarosław Mikołajewski. A wśród uhonorowanych Mazurskim Orfeuszem: Kazimierz Brakoniecki, Erwin Kruk, Alicja Bykowska-Salczyńska, Marzanna Bogumiła Kielar. Gala wręczenia nagród otwiera w Praniu Sezon Artystyczny. W lipcu i sierpniu na prańskiej scenie odbywają się koncerty, widowiska muzyczne i poetyckie. Jest to kontynuacja, ale znacznie rozszerzonych w swej formie i treści, zainicjowanych tu przed laty, przez Kirę Gałczyńską, spotkań z poezją i muzyką. – W 1998 roku powstał program autorski „Leśniczówka Pranie – Ośrodek Promienny”; nawiązywaliśmy do Związku Promienistych Tomasza Zana – opowiada Wojciech Kass. – Poeta i przyjaciel Mickiewicza wierzył w „promionki”, które są mikroskopijnym budulcem ludzkiej duchowości. Uważałem, że tymi „promionkami” emanuje także genius loci leśniczówki nad Nidzkim. Według projektu Zosi Markuszewskiej wybudowałem scenę, która znakomicie wpasowała się w gęstą ścianę drzew rosnących na szczycie jeziornej skarpy. Niebawem kilka tego typu scen powstało w okolicy. To były te prańskie „promionki” podejmowane przez lokalne społeczności. I od tego programu, sceny i założenia Stowarzyszenia Leśniczówka Pranie, do którego przystąpiło wiele znanych osobistości świata kultury na dobre rozhulały się w Praniu wystawy (wpierw umieszczane w namiotach, a potem między świerkami w Alei Nieznanego Poety), recitale, koncerty, spotkania autorskie, rozmaite warsztaty dla młodych ludzi, lekcje edukacyjne, prelekcje i wydawnictwa. W sumie w Praniu od 1998 roku do 2019 odbyło się ponad 400 imprez, w których wzięło udział około 1300 artystów – scenografów, aranżerów, akompaniatorów, kompozytorów, muzyków, wokalistów, malarzy, ilustratorów, fotografików, aktorów, pisarzy, krytyków. Pranie zimą, fot. archiwum muzeum – Z twórczością Zielonego Konstantego jesteśmy osłuchani. Utwierdzać to może w przekonaniu, że wszystkie role i znaczenia w jego życiu są już znane i opisane – zauważam. – Na światło co i rusz wychodzą rzeczowe pamiątki po Gałczyńskim – listy, zdjęcia, rękopisy, co dla muzealnika stanowi święto – zaznacza Kass. – Jeśli chodzi o spuściznę poetycką, to jest ona przestronna, bez dna, dlatego jest dziełem, dlatego jest arcydzielną. I w tym sensie nadal wiele znaczeń dziedzictwa poetyckiego Gałczyńskiego nie ma uwidocznienia. Dla mnie był ostatnim poetą, który swoim metafizycznym gestem językowym ściągał do wiersza przestwory kosmiczne. Pod tym względem był poetą kosmicznym, vide słynna karykatura Jerzego Zaruby lub portret Gałczyńskiego á la Kopernik w obserwatorium na tle rozgwieżdżonego nieboskłonu autorstwa Szymona Kobylińskiego. W 2017 roku muzeum pozyskało nieznane dotąd zdjęcie wykonane w stalagu w Altengrabow. Pozuje do niego grupa kilkunastu jeńców, wśród nich tylko poeta patrzy w niebo, pozostali w obiektyw. W czerwcu 2019 roku w muzeum odbyła się dwudniowa konferencja naukowa zorganizowana wspólnie z Uniwersytetem Białostockim, zatytułowana „Konstanty Ildefons Gałczyński – Miejsca niedoczytane”. Osiemnaścioro literaturoznawców z kilku ośrodków uniwersyteckich doczytywało zagadnienia związane z obrazem świata, językiem i życiem poety. Pozostał jednak niedosyt, dlatego planuję, aby w Praniu tego typu konferencje realizować w cyklu dwu- lub trzyletnim, a z każdej z nich powstałaby książka zawierająca teksty referatów i relacje z konferencyjnej debaty. Pamiętajmy, poeta należał do cywilizacji druku, w której centrum stała książka jako narzędzie poznawczego i estetycznego opisu tej cywilizacji. LITERATURAGałczyński K. I., Portret Muzy, wiersze zebrane t. 2, Prószyński i S-ka, Warszawa W., Kronika olsztyńska. Konstanty Ildefons Gałczyńsk w fotografii Marka Truszkowskiego, Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Pranie E., Literacki Atlas Warmii i Mazur. Pranie [reportaż radiowy],Radio Olsztyn, 2013. Reklama
najpierw pranie potem siebie