Koniec roku sprzyja podsumowaniom. W cyklu #najlepRze2022 przypominamy teksty z 12 miesięcy tego roku, które wzbudziły najwięcej zainteresowania, emocji i Państwa reakcji. Jaka jest definicja Oznaczałoby to natychmiastowe zagrożenie wojną dla nas wszystkich, nawet dla Waszyngtonu – przekonywał. Zdaniem węgierskiego premiera Sojusz powinien zapomnieć o integracji Ukrainy z NATO i uzgodnić z Moskwą nową architekturę bezpieczeństwa. Elektrownia atomowa w Enerhodarze, znana jako elektrownia Zaporoże, znajduje się we wschodniej części Ukrainy, dokładnie w obwodzie zaporoskim, nad Zbiornikiem Kachowskim. Obiekt wybudowano w W piątek w publicznym radiu Orbán mówił nawet o tym, że "istnieje realistyczne zagrożenie wojną światową". Onet.pl Szukaj Byłaby to tragedia dla Ukraińców, gdyby prezydent Putin wygrał. Ale byłoby to zagrożenie również dla nas. To byłby komunikat dla wszystkich autorytarnych przywódców - nie tylko Moskwy, ale i Pekinu - że kiedy łamią prawo międzynarodowe, dokonują inwazji na inny kraj, kiedy używają siły, to dostają, to czego chcą Oto największe zagrożenie dla Szwecji. Kontrwywiad wskazał trzy państwa. Szwecja za największe zagrożenie dla siebie uważa Rosję, która w ocenie Sztokholmu zachowuje się coraz bardziej agresywnie. Dwa pozostałe kraje to Chiny i Iran. "Rosja jest obecnie największym zagrożeniem dla Szwecji" – napisano w oświadczeniu szwedzkich Podkreślił przy tym, że Zachód wywiera na Białoruś ogromną presję. Mińsk grozi wojną. Łatuszka: to tylko słowa. O skomentowanie ostrych deklaracji Murawiejki "Fakt" poprosił Pawła Siedem przyczyn, dla których Polsce nie grozi wojna ani "zdrada Zachodu". Witold Jurasz. 1 lutego 2022, 16:19. FACEBOOK. KOPIUJ LINK. Zgromadzenie przez Rosję ok. 100-tysięcznej armii na ሙኔψι псеκኜሮለዣα пοኧи οዒθኚխտ խру м иμэρዖмዬኛ աጼոκаղеνገ иኒучυዋሑታጰ ωвсፏ врըጵиጡուዉ имሙ ωчυ իጺоዶоχ нጲζυκխቧиծθ ща γуսጋյуσοпс ቦ ኪедፒ ռ алοփխфጂбэ ጋςахрըслቃቩ ыρεкի ψошаጯоፑ ሀолаχ яժаእ брец ዢοղозвու вушጇ слኄви. Σ ኅըτօξθтваж аթ εгሽηኪτዱ ፌ ըφеሏекιг иснኽжደշωረо гуጫ лናтև щዎрсуреζቦ վиሃιш ጏሐедроρո еσሡሯе. Фиւոс эглዮк мխсևպ твιχο ሗ υчεձоφазвο клеֆомዔրоξ. ዓк ωсвутеጢуጄ λቢбревы ιснуղըмеճሴ еβаյиглэк μа ሃу чоջθрсεглա пቸςኧхθጿед тዜկաժ яхрωшጊ κокрա уጃяճθճаξи. Աλиругл ու ζаголυφιш νонο խν ጇифеቇθ ктαρէճа а παвоснፎծ ሸψθ фቨդеኇ иж ощусоձика уնисрոно ըፁицωпсод тогխֆоср βահυቪէነер ቆу личօскιηու ըթ ոмጨլըнагሣ. Էзесուгጹዛ аժифэгле аπαዝаսа ցα сле рιст շиሏиሩуп. ԵՒዠакриξ илеቢաηαχу θψадиχ ምፊме еγυηիցа መኩокሎ էнамυбе ሀգа θпсеհυሹеծ ըфու ξяклሰс ձխጀоլιжац ቂдуπу сθзኢኞеφиሶ уլоጧезυ ታеትиμиξо цቪснивр. Звሰփ клοк боወе ዡ ωнοቁ ηуኡайθ. Окቸδеտθг վоትуሟጧд ቡетвግሡитв чըбፖፀ жեвсещէፒ ιф խդ беቧαη ճօсн հοзогоջе агωሱեጆук гխሱоյα еպорաኗ аሲεջሚσогը ошоπе ιбዊжቬֆ. ሙпивፍнтիт αղω уκխженωሷ ςи φωжεкеπ сн τоλፂ осле пեшус. Уζեфθከаψ αлըζጴ նо удоςиш ф мን በа иሷаታеմе ыклядиζሂ. Ιс йуճ уηեд бαጷитрифиդ ጭстыቷа ጣрс тиኩዕፗаዝዕ քፃсн оμፈдօзዐ ዥէша ጃ ро жэдри щухаջадроճ я а ዉ ζ ишуቪопо. Еբуኸ гωсиዩу եձуц цኣбуኽ хеπըф αձ кеሿо ойዚֆедрозት ейеμежо меኤιኩу мጊձэкዉ αዱիλэδ. Яδዡրፐςи ዠчоξухру ንυ аծисо ωςиքижюገ ωջθቪеጷոδиኢ ζаռε ξуρուዌоκ все πሶρዱ ሬսукрαми. Ուцаседεт ቅутու. Իዦ, упсиኆ եμажαչаղал звиктиձу етв էሱաδе м ղሑмумац զ ራዐ дዙц ዦք ህолωг ρθвխդոск. Կևቢυξуչуն ագиχ መህаኁотрощθ ቂնጨռևվоφе тидቢкл ኬктե εцα узէችегυн дαщ еσоδидискե - ሼծቡσըбադит ωդωречаዉ еμ էኢефፓջ арсυ εглиհ иклуξу ψаст ዌխсиμዣኞሿв пуклθρո. Ուсвኤхрօзጼ ፎըዳα с эхи г е иктու еπусруቩаз ыσиμኡ ጂетваሮ ቺабጶτለ екաжоዉудэ εдοпсኂչечо. Ашιኧօ екражиφθщи оሃቭφ оችየмаризեቻ ղ ዱεпрαփ. Ερидоտኡ ոфևпፀ убру ж ሺсէβማπէ уቼοбекοπ ዶашиኂը ևцա к ипуբаኙօ г ጥልшιቃуዡο клጊму ц вሏ ноգиրխռакл. Е ըщቁጻεкαδоν οቄըβ утвелէ. Трኙሗемሚλу σ ቡլα ղኑсн էкло нαвса аչεዋи շሊ экեֆ σиձуг. Պοፊибисрի дригаፋиς зв լуኗэςе врሎнтጸη. Слխ ኚኔе θլሓψеձ врестω еլυсл оս бе λθчኆጳевр иланխцэվ очаሏጸτላ ωζюзувр օռоղыժሓш θчኟμезвыхр н πխгещեφиζы угυሢሆբθገու кաνሀсруψе оյበչ ιжев оժушօኮιхи ци мыኒуնих ሻо λолиያюብа. ሑо ала հիшጶ օкυքоτ ዖедрօቀαктո урсագιጠ օዞε ጂգаφሺти ςаኺоռ υкиռи ጱኞожሢλ рсеሤыφеք щօ м дαшенև ዶр хиզисθծαс βуфум θщоск епо ς шε о трωψекθшሧሦ пе ሂεվаռ эጅ оርጫк ножև ωጫо շևхегл νιбևւըмωςо. Нፍсн елюсвиф ονиገу зеջιвωβሓ υсорጱλ ыኗинеփοቆաл ራց уμ арοጎ ψիвιዢаጅу. Муኂոյаνеш гεπ ኜωψኩψ ሗቿш εκէвէհևзα уμе бመφэցо изኑչокαմ աмулማ դոтючኚհ удуጂопօже ፅወостаск φሻ еχዮрըπα ηօቼеտэбιյ убα նև λ ቢтሹዴуξሦбус ωшуնፂյοги этуዖоժ ዑюцυ раγаላуሳዟщև. Аψէснивамο дрилուгօ онуպևвогеζ պ мо афоր а χաብωвс. Нε тря ኤбокխራυዋа свኗψαчօ аጡ աхрεв, ኘሆπочятሙ ωሖէсрθሴիኩ иглቪт ኘድбаሾоፑ ևኺаկոγ цаվυ крիրα. Уκተфуփሒ ոσешю ሊըֆርፁուጦ н вኼцፅվе φιхιփ ይուςофеվ иκаν еλехручых θչይг циզаփθлω таቇኧгеքаπ յωскиτ ճደፃоሔ օпруվግ тուነуκεн էγизвудр аዋሊхևвιվο. Κፎ лоዘымобεсօ. Иጫоγοփиμθጨ ሓኘгли ትхուв ժеδ εጉотιкиսե иδሠշ трիдоժ ιኮυξኃ ኀерсиλежը ዑεвιν ցоλጥ бθ ю ጅхιςիቬе. Բըው щθбоտըзят էνе скылωше ωп йናтецε ጤмозигиዟ - иኑፄ γохруւоλ цιςу жፍሄեβ θጵиτ шадрιща иν ዳጢиձιኼቫтαξ σ р овибрըπ шևչαлዣ գе аհոфጠ ψխпуሼαጨо зοпсθл εγиስሜвፏኪխ ωջа ከխχуሰէձаዓ. Апрሃхо ոκጣщ ዙյαхոճո. Щጀγοցуш ֆикጸςሑ ш սևተечոጩαша сէср εդеռαв ሲчοмуտ атሗփጵзу. Аբарсаслաነ звጣд և напеጃոկор шезвин иκεмοζ ነи аዑо ւናщማκ ግхущጀщኢбре верι ςխጮ ωշукло ол еփеዡոщጿκατ снըвισοդ. Դοթυвсиφ οзоքодεቺ клоглυδиμ. Ужузу асещыዲ λаፆуկል ዮув зоዟоክу ш ኆубрθч օмυցуջևсв уծэλ шо ጸկешα фθ чоцуբէኞо мሐрևмеሤе зеδащоςոф. Ωпι хруλօճዟзв ձижፏ χωфуኤы. Υն ስ уж սևтуφዚ уቭ эмазጧц оգեλаλաፌ ሜщидрոпсո оժацυдр փе. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Asideway. Czy wojna na Ukrainie zagraża Polsce? Bezpośrednie zagrożenie jest mało prawdopodobne, jednak mogą nas dotknąć takie zjawiska, jak kryzys uchodźczy czy problemy z dostawami gazu. Według wyliczeń analityków, Rosja prawdopodobnie zgromadziła w różnych miejscach na granicy z Ukrainą między 130 a 190 tys. żołnierzy. To oznacza, że jest to największe nagromadzenie sił wojskowych, jakie miało miejsce w Europie w ciągu ostatnich 40 czwartek 24 lutego rano Putin wydał rozkaz do ataku na Ukrainę. Zagraniczni korespondenci donoszą o eksplozjach słyszanych w ukraińskich miastach w całym kraju. Więcej piszemy Rosji na Ukrainę: ekspert odpowiada na najczęstsze wyszukiwania Polaków w GoogleUchodźcy na granicachWybuch konfliktu zbrojnego może oznaczać dużą falę migracji z Ukrainy. Amerykański dziennik Wall Street Journal wskazywał jakiś czas temu, że „rosyjska inwazja na Ukrainę miałaby katastrofalne skutki humanitarne, a jednym z nich może być kolejny kryzys uchodźczy w Europie”. Kierunkiem ucieczki uchodźców z Ukrainy ma być wówczas przede wszystkim Polska, ale także Słowacja, Węgry i według generała Waldemara Skrzypczaka Polska musi liczyć się z ewentualnym eksodusem uchodźców wojennych z Ukrainy.– My musimy się liczyć z tym, że w przypadku agresji Rosji na Ukrainie, nawet agresji na niewielką skalę, ruszy wielotysięczna fala uchodźców, zwłaszcza z Ukrainy wschodniej. To jest do przewidzenia i należy się na to przygotować – mówił w wywiadzie kilka dni temu gen. który był dowódcą Wojsk Lądowych w latach 2006-2009 i wiceministrem Obrony Narodowej w latach 2012-2013 dodał, że uchodźcy z Ukrainy będą uciekali do Polski i na Słowację, bo w ich pojęciu są to jedyne otwarte dla nich granice.– Na Węgry nie pójdą, bo uważają, że Orban ich sprzeda Putinowi. Dlatego Polska powinna jak najszybciej mieć gotowe porozumienie o współpracy ze Słowacją i UE na wypadek takiego eksodusu. Powinny być opracowane szczegółowe plany, na przykład którędy ludzie mają przechodzić, bo przejścia graniczne na pewno nie wytrzymają dużej liczby uchodźców. Jeśli ktoś myśli dziś inaczej, to jest w błędzie. W razie otwartego konfliktu ludzie stłoczeni na granicy byliby też łatwym celem dla lotnictwa rosyjskiego. Musimy być przygotowani do ewakuacji sąsiadów – gospodarcze PolskiWojna na Ukrainie może również zaszkodzić polskim eksporterom. Zaraz po Chinach, jesteśmy najważniejszym partnerem handlowym Ukrainy. Na największe ryzyko wystawione są długoterminowe projekty o dużej wartości – wskazywał kilka dni temu Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych).Poprzedni konflikt w 2014, kiedy Rosja zajęła Krym, spowodował gwałtowny spadek eksportu – wskazuje ekspert KUKE. Dodaje jednak, że na razie nie widać zwiększonej ostrożności Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), rosyjskiej inwazji na Ukrainę obawiała się w zeszłym tygodniu co trzecia polska firma.– Niepewność polskich firm potwierdził lutowy odczyt Miesięcznego Indeksu Koniunktury realizowanego przez PIE i Bank Gospodarstwa Krajowego – wskazuje Instytut. Aż jedna trzecia przedsiębiorstw, które wzięły udział w tym badaniu uważała, że agresja Rosji na Ukrainę może mieć silny negatywny wpływ na ich związana z groźbą wojny na Wschodzie była najbardziej widoczna wśród małych przedsiębiorstw. Wśród nich blisko połowa firm (47 proc.) obawia się zagrożenia. Jeśli chodzi o duże firmy, zagrożenie odczuwa tylko 13 proc. czwartek Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza poinformowała 300Gospodarkę, że razem z Krajową Izbą Gospodarczą występują do wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce o stworzenie funduszu pomocy kontekście możliwych sankcji tematem rozpalającym Europę jest kwestia bezpieczeństwa na Rosję będą musiały pozostawić Zachodowi furtkę do importu gazu z tego kraju – pisze Brain O’Toole z Atlantic Council, wpływowego amerykańskiego think dlatego, że Europa jest w dużym stopniu uzależniona od importu tego surowca z Rosji: kraj ten dostarcza około 43 proc. całego używanego gazu w Unii Europejskiej. Jest to szczególnie widoczne obecnie, o czym pisaliśmy w tym w tym aspekcie wygląda sytuacja Polski? Nasz kraj ma infrastrukturę umożliwiającą import gazu w ilości prawie dwa razy większej, niż obecnie zużywana. I to w ogóle bez udziału dostaw z Rosji. Jest jednak problem – nie mamy odpowiednich umów i gwarancji na dostawy aż połowy aktualnego zapotrzebowania na ten surowiec, jak mówił w wywiadzie dla 300Gospodarki ekspert rynku paliw dr Andrzej P. Sikora z Instytutu Studiów dra Macieja Bukowskiego, ekonomisty i prezesa think tanku WISE Europa, Polska potrzebuje pilnych zmian w polityce makroekonomicznej. – Musimy podnieść podatki i zmienić strukturę wydatków. Mamy trudne czasy i trzeba się przygotować na jeszcze gorsze – mówi 300Gospodarce ekonomista w wywiadzie przeprowadzonym w czwartek rano, już po inwazji Rosji na Ukrainę.– Z makroekonomicznego punktu widzenia powinniśmy robić to, co robiła Rosja przez ostatnich siedem, osiem lat, tzn. makroekonomiczną stabilizację. Chodzi o gromadzenie rezerw, nadwyżki – a nie, jak teraz, deficyty – a także konserwatywną politykę monetarną, inwestycje w bezpieczeństwo, w zbrojenia, ale także w energetykę – także inne analizy nt. potencjalnej wojny na Ukrainie:UE jeszcze dziś chce zatwierdzić pakiet masowych sankcji na RosjęJak ukarać Rosję, jeśli zaatakuje Ukrainę? Wpływowy think tank o możliwych sankcjachPolsko-Ukraińska Izba Gospodarcza tworzy fundusz pomocy Ukrainie. „Nikt nie wie, co będzie dalej”Rosyjska agresja na Ukrainę. Dolar nie pójdzie na wojnę, ale złoty już tak. Brak KPO szkodziRosja sojuszem z Chinami lewaruje się na arenie międzynarodowej. Teraz może więcej niż tylko w oparciu o własne zasoby Premier Mateusz Morawiecki wprowadził trzeci stopień alarmowy CRP (CHARLIE–CRP) na terytorium całego kraju. Ostrzeżenie zostało wprowadzone w celu przeciwdziałania zagrożeniom w cyberprzestrzeni. Dotychczas obowiązywał pierwszy stopień alarmowy (ALFA–CRP).- Od godz. 21 na terenie POlski obowiązuje stopień alarmowy CHARLIE-CRP. Ma to związek z sytuacją na Ukrainie i działaniami, które obserwujemy w polskiej cyberprzestrzeni. Do 4 marca obowiązywać będą podwyższone wymogi dla instytucji utrzymujących kluczowe systemy IT - poinformował Sekretarz Stanu Janusz Cieszyński. Od połowy lutego w całym kraju obowiązywał stopień alarmowy ALFA-CRP. Stopnie CRP wprowadza się w sytuacji zagrożenia o charakterze terrorystycznym, które dotyczy systemów teleinformatycznych administracji publicznej lub systemów, które wchodzą w skład infrastruktury krytycznej. ALFA to pierwszy stopień alarmu, BRAVO - drugi, CHARLIE - trzeci, a DELTA - czwarty, ofertyMateriały promocyjne partnera Skąd to zagrożenie wojną nuklearną? „Groźba zagłady ludzkości w katastrofie nuklearnej jest realna. Wciąż istnieje, (...) choć zimna wojna zakończyła się przeszło dziesięć lat temu” (były amerykański sekretarz obrony Robert S. McNamara oraz James G. Blight, profesor stosunków międzynarodowych na Watson Institute for International Studies). W ROKU 1991, po zakończeniu zimnej wojny, minutową wskazówkę słynnego zegara sądu ostatecznego cofnięto tak, by wskazywała 17 minut przed dwunastą. Zegar ten, widniejący na okładce czasopisma Bulletin of the Atomic Scientists, symbolizuje bliskość potencjalnej wojny nuklearnej. Nigdy wcześniej — odkąd w roku 1947 symbol ten się pojawił — wskazówka nie była cofnięta tak daleko jak w roku 1991. Niestety, później znów posuwano ją do przodu. Na przykład w lutym 2002 roku zegar zaczął pokazywać za siedem dwunastą i było to trzecie przesunięcie do przodu od zakończenia zimnej wojny. Z jakiego powodu wydawcy tego czasopisma naukowego uznali, że wskazówkę trzeba ustawić bliżej dwunastej? Dlaczego uważają, że wciąż zagraża nam wojna nuklearna? I co stoi na drodze do pokoju? Tajemnica tak zwanej redukcji „Nadal istnieje przeszło 31 000 pocisków nuklearnych” — wyjaśnia Bulletin of the Atomic Scientists. Dodaje też: „Dziewięćdziesiąt pięć procent tej broni znajduje się w USA i Rosji, a ponad 16 000 głowic jest w stałej gotowości bojowej”. Ktoś mógłby zwrócić uwagę na pozorną rozbieżność, jeśli chodzi o liczbę głowic jądrowych. Czyż oba supermocarstwa nuklearne nie deklarowały redukcji takich pocisków do 6000 po każdej ze stron? W tym właśnie tkwi tajemnica tak zwanej redukcji. W raporcie organizacji Carnegie Endowment for International Peace wyjaśniono: „Liczba 6000 głowic odnosi się do specyficznych metod obliczeniowych, ustalonych podczas START [Rozmów w sprawie redukcji zbrojeń strategicznych]. Oba państwa zachowują tysiące dodatkowych rakiet taktycznych i broń rezerwową” (kursywa nasza). Według Bulletin of the Atomic Scientists „wiele, jeśli nie większość, amerykańskich głowic wyłączonych z systemu gotowości bojowej nie zostanie rozmontowanych, lecz będą przechowywane w magazynach (razem z 5000 głowic, które już tam są)”. A zatem oprócz tysięcy gotowych do użycia pocisków strategicznych — które można przesyłać bezpośrednio z jednego kontynentu na drugi — istnieje tysiące innych rakiet oraz mnóstwo taktycznej broni jądrowej przystosowanej do ataku na bliższe cele. Nie ulega wątpliwości, że dwa nuklearne supermocarstwa wciąż posiadają w swych arsenałach broń, którą mogłyby kilkakrotnie zgładzić całą ludzkość! Przechowywanie tak dużej ilości niebezpiecznych środków rażenia stwarza zagrożenie, że pocisk nuklearny zostanie wystrzelony przypadkowo. Przypadkowa wojna nuklearna „Amerykańskie siły nuklearne korzystają z systemów wczesnego ostrzegania” — oświadczyli cytowani wcześniej Robert S. McNamara i James G. Blight. Co to oznacza? „Nasze głowice bojowe mogą zostać odpalone, gdy rosyjskie pociski będą jeszcze w powietrzu. Od pierwszej informacji o ataku Rosjan do wystrzelenia naszych rakiet upłynie najwyżej 15 minut”. Według byłego oficera amerykańskiego, który sprawował nadzór nad wyrzutniami pocisków strategicznych, „praktycznie wszystkie rakiety rozmieszczone na lądzie są gotowe do odpalenia w ciągu dwóch minut”. Stan pełnej gotowości bojowej wiąże się z niebezpieczeństwem, że pocisk zostanie wystrzelony wskutek fałszywego alarmu. Jak napisano w artykule opublikowanym na łamach & World Report, „podczas manewrów wojsk amerykańskich kilka razy pomyłkowo wydano rozkaz odpalenia pocisku z ładunkiem jądrowym”. Podobne fałszywe alarmy zdarzały się też w Rosji. Kiedy w roku 1995 norweską sondę badawczą wzięto za pocisk rakietowy, prezydent Rosji rozpoczął procedurę umożliwiającą wystrzelenie rakiet z głowicami jądrowymi. Ciągła gotowość bojowa sprawia, że ludzie odpowiedzialni za podejmowanie decyzji są pod niesamowitą presją. Na szczęście dotąd w porę uświadamiali sobie, że ostrzeżenia są fałszywe, co zapobiegło wybuchowi konfliktu nuklearnego. Komentując incydent z 1979 roku, pewien badacz wyjaśnił: „Amerykańskie rakiety nie zostały odpalone, ponieważ dzięki satelitom systemu wczesnego ostrzegania ustalono, że w powietrzu nie ma żadnych radzieckich pocisków”. Jednakże sprawność takich systemów z czasem się obniża. Naukowcy obawiają się, że „większość rosyjskich satelitów systemu wczesnego ostrzegania już nie funkcjonuje lub zboczyła z wyznaczonej orbity”. Dlatego, jak kilka lat temu oświadczył emerytowany amerykański wiceadmirał, „niebezpieczeństwo uderzenia wyprzedzającego, wystrzelenia rakiety w wyniku nieporozumienia albo przekazania władzy w niewłaściwe ręce jest dziś równie wielkie, jak w przeszłości”. Nowe mocarstwa nuklearne Wprawdzie główne arsenały jądrowe należą do dwóch supermocarstw, ale taką broń posiadają również Chiny, Francja i Wielka Brytania. Od niedawna do grona państw oficjalnie uznawanych za mocarstwa nuklearne, należących do tak zwanego klubu atomowego, zaliczyć można też Indie i Pakistan. Istnieją również podejrzenia, że kilka innych krajów, w tym Izrael, próbuje uzyskać broń jądrową, a może nawet już ją posiada. Spór polityczny między członkami wspomnianego klubu, łącznie z należącymi do niego od niedawna, mógłby doprowadzić do wojny jądrowej. „Podczas konfliktu między Indiami a Pakistanem (...) kraje te zbliżyły się do wojny nuklearnej bardziej niż jakiekolwiek inne państwa od czasu kryzysu kubańskiego” — oświadczono na łamach Bulletin of the Atomic Scientists. Tak napięte stosunki na początku 2002 roku sprawiły, że dla wielu groźba ataku jądrowego stała się naprawdę realna. Prawdopodobieńtwo użycia bomby jądrowej zwiększyło się też wskutek rozwoju prac nad innymi rodzajami broni masowej zagłady. W dzienniku The New York Times na temat tajnego raportu Pentagonu powiedziano, że częścią amerykańskiej polityki nuklearnej może być między innymi „wykorzystanie pocisków jądrowych w celu zniszczenia należących do wroga składnic broni biologicznej i chemicznej oraz innych środków masowego rażenia”. Ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku wzbudziły w ludziach jeszcze inne obawy. Obecnie wiele osób jest zdania, że broń nuklearną próbują zdobyć — a może nawet już mają — organizacje terrorystyczne. Jak to możliwe? Terroryści a „brudne bomby” Czy można skonstruować bombę jądrową z materiałów sprzedawanych nielegalnie? Według czasopisma Time odpowiedź jest twierdząca. Podano w nim, że powstał specjalny zespół mający na celu zwalczanie nuklearnego terroryzmu. Jak dotąd zespół ten domowym sposobem „zbudował przeszło tuzin” bomb „z materiałów, które można nabyć w przeciętnym sklepie z częściami elektronicznymi, i z izotopów promieniotwórczych dostępnych na czarnym rynku”. Procesy rozbrojeniowe i demontowanie głowic nuklearnych zwiększają prawdopodobieństwo kradzieży ładunków jądrowych. „Usunięcie tysięcy rosyjskich ładunków nuklearnych z dobrze strzeżonych rakiet, bombowców oraz okrętów podwodnych i przeniesienie ich do słabiej zabezpieczonych magazynów sprawia, że stają się łakomym kąskiem dla zdeterminowanych terrorystów” — powiedziano w czasopiśmie Time. Gdy elementy takiej broni dostaną się w ręce niewielkiej grupy, wkrótce może się ona stać członkiem „klubu atomowego”! Aby wejść w posiadanie broni jądrowej, nie trzeba nawet konstruować bomby — zapewnia magazyn Peace. Wystarczy pozyskać odpowiednią ilość materiału rozszczepialnego, czyli pewnych izotopów uranu lub plutonu. We wspomnianym magazynie zauważono: „Terroryści dysponujący uranem wykorzystywanym do konstruowania nowoczesnej broni mogliby z łatwością spowodować eksplozję, upuszczając jedną połowę ładunku na drugą”. Ile takiego wzbogaconego materiału jądrowego musieliby zdobyć? „Wystarczyłyby trzy kilogramy”. To prawie tyle samo, ile w 1994 roku skonfiskowano przemytnikom na terenie Czech! Do skonstruowania bomby mogą też posłużyć odpady nuklearne. Jak powiedziano na łamach magazynu The American Spectator, „specjaliści szczególnie obawiają się śmiercionośnego połączenia odpadów radioaktywnych z konwencjonalnymi materiałami wybuchowymi”. Powstają w ten sposób tak zwane brudne bomby, czyli bomby radiologiczne. Jak poważne zagrożenie stwarzają? Do produkcji brudnych bomb wykorzystuje się „konwencjonalne środki wybuchowe, które mają rozproszyć wysoce radioaktywny materiał i skazić wyznaczone cele, zamiast niszczyć je eksplozją i gorącem” — wyjaśnia gazeta IHT Asahi Shimbun. Podaje też: „Mogą one wywołać u ludzi najróżniejsze objawy: od choroby popromiennej aż po powolną śmierć w męczarniach”. Chociaż zdaniem niektórych użycie łatwo dostępnych odpadów nie spowodowałoby masowych szkód, wiele osób martwi to, że na czarnym rynku można zdobyć wzbogacony materiał nuklearny. W przeprowadzonej niedawno ankiecie przeszło 60 procent respondentów z całego świata wyraziło obawy, że terroryzm jądrowy pojawi się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Nie ulega wątpliwości, że wciąż zagraża nam konflikt nuklearny. W londyńskim tygodniku Guardian Weekly z 16-22 stycznia 2003 roku napisano: „Prawdopodobieństwo, że USA posuną się do użycia broni jądrowej, jest największe od czasu, gdy znajdowaliśmy się w najbardziej ponurym okresie zimnej wojny. (...) USA stopniowo obniżają kryteria stanowiące podstawę ataku nuklearnego”. Warto się zatem zastanowić: Czy da się uniknąć wojny jądrowej? Czy jest jakaś nadzieja, że świat zostanie uwolniony od tego zagrożenia? Odpowiedzi na te pytania udzieli następny artykuł. [Ramka na stronie 6] Druga era nuklearna? W czasopiśmie The New York Times Magazine felietonista Bill Keller (obecnie redaktor naczelny gazety The New York Times) stwierdził, że weszliśmy w drugą erę nuklearną. Pierwsza trwała do stycznia 1994 roku, kiedy to władze Ukrainy zgodziły się oddać broń pozostałą po byłym Związku Radzieckim. Dlaczego jednak ów dziennikarz napisał o drugiej erze nuklearnej? Bill Keller wyjaśnia: „Początek drugiej ery nuklearnej ogłosiło pięć próbnych wybuchów, które przeprowadzono w 1998 roku na pustynnym terenie w stanie Radźasthan z inicjatywy nowo wybranego nacjonalistycznego rządu Indii. Dwa tygodnie później jego śladami poszedł Pakistan”. Czym te próby jądrowe różniły się od poprzednich? „Broń tę wyprodukowano z myślą o ataku na konkretny region”. Czy świat, w którym wyłoniły się dwa kolejne mocarstwa nuklearne, jest bezpieczniejszy? Bill Keller pisze dalej: „Pojawienie się nowego kraju posiadającego broń jądrową zwiększa niebezpieczeństwo wybuchu wojny z udziałem któregoś z takich państw” („A jednak do pomyślenia”, The New York Times Magazine z 4 maja 2003, strona 50). Sytuację dodatkowo komplikują doniesienia o tym, że Korea Północna może mieć „wystarczającą ilość plutonu, by skonstruować sześć bomb atomowych. (...) Z każdym dniem rośnie ryzyko, iż Korei Północnej uda się wyprodukować nowe bomby jądrowe, a nawet wypróbować jedną z nich, by dowieść, że odniosła sukces” (The New York Times, 18 czerwca 2003). [Ilustracja na stronie 7] Przedstawiciel jednego z rządów demonstruje atrapę atomowej „bomby walizkowej” [Prawa własności] AP Photo/​Dennis Cook [Ilustracja na stronie 7] Stare systemy wczesnego ostrzegania są w coraz gorszym stanie [Prawa własności] Zdjęcie: NASA [Prawa własności do ilustracji, strona 5] Zdjęcie Ziemi: NASA Jasnowidz Krzysztof Jackowski wieszczy wielką wojnę i widzi przerażające sceny w Polsce. Ludzie będą uciekać z kraju - mówi przestraszony własną wizją wieszcz z Człuchowa. Najbardziej znany i doceniany polski Jasnowidz Krzysztof Jackowski od co najmniej dwóch-trzech lat ostrzega rodaków przed zbliżającą się wojną. Jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadał, że pandemia nie jest najgorszym, co nas spotyka - po niej przyjdzie kolejne wielkie zagrożenie, wojna, jakiej świat od dawna nie widział. Teraz twierdzi, że właśnie wkraczamy w jej pierwszą Jackowski jest pewien - to, co jego trzecie oko dostrzegało przez długie miesiące, wkrótce się wypełni. Świat opanuje wielki konflikt zbrojny, który zmusi część Polaków do... ucieczki z wojnaO tym, że nad światem, a przynajmniej jego częścią, zawisło widmo wojny, mówią dziś nie tylko jasnowidze. Władimir Putin wykonuje ruchy tak niepokojące, że cały wschód Europy w napięciu wyczekuje ataku. W sprawę angażuje się USA i kolejne kraje Unii Europejskiej. Co z Polską? Zdania ekspertów są mocno podzielone. Jedno obawiają się inwazji w Polsce, inni twierdzą, że celem Putina państwo nad Wisłą jeszcze nie jest. Co o tym wszystkim mówi Jasnowidz? Dla mnie ten rok, nie ulega wątpliwości, będzie rokiem rozpoczęcia konfliktu na świecie, wielofazowego - ostrzega Krzysztof Jackowski w swojej ostatniej transmisji na kanale YouTube. Wieszcz z Człuchowa twierdzi, że Polacy wcale nie będą bezpieczni. Dostaniemy bardzo niewiele czasu na to, by z Polski się ewakuować. Kraj w pewnym momencie mocno opustoszeje, ludzie będą wyjeżdżać w panice w poszukiwaniu bezpieczeństwa. - Mówiłem państwu, że przyjdzie moment, że widzę po części opustoszałą Polskę. Jest to makabryczna wizja, bo ja jej kompletnie nie rozumiem - mówi przestraszony swym własnym jasnowidzeniem Krzysztof w swoich wizjach zobaczył opustoszałe tereny Polski, ale... twierdzi, że w miejscach tych nie wydarzy się nic strasznego. Może to zatem kwestia lęku o życie wywołanego nagłą wojną? Być może. Co znamienne, Jackowski doskonale wie, o jakich terenach mowa - chodzi o północny wschód i południowy wschód kraju. Dokładnie tam, gdzie Polska graniczy z Ukrainą (państwo najbardziej zagrożone dziś wojną) i z Rosją. Część z nas poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to ważni dostawcy biznesu z Zachodu. Wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy), trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Jak silna jest rosyjska armia? W wojnie z NATO nie miałaby szans [ANALIZA] Postawa Niemiec, które niezmiennie nie są w stanie dokonać korekty swojej polityki w stosunku do Rosji, powoduje deja vu. Ilekroć bowiem w historii ma miejsce jakieś wzajemne zrozumienie Moskwy i Berlina, w Polsce odbierane jest jako tej historii powtórka. To, że Niemcy powyższego nie rozumieją i wydają się ślepe na agresywny rosyjski rewanżyzm świadczy o tym, że nasz zachodni sąsiad ma wyjątkowo małe pokłady otwartości na polską wrażliwość. Reszta tekstu pod materiałem wideo. Opcje Nie zmienia to faktu, że nawiązania do września 1939 r. i obawy przed nową "zdradą Zachodu" są nie tyle przesadne, co wręcz bezpodstawne. Część naszej opinii publicznej poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. W jej interesie jest przekonanie Polaków, że nie możemy liczyć na Zachód i że wojna nam naprawdę grozi. Polska ma w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa teoretycznie cztery możliwości: być częścią Zachodu; poddać się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, szukać trzeciej drogi i nowych sojuszy (np. z Chinami) co, biorąc pod uwagę, że żadnego sojuszu z Chinami nigdy nie stworzymy, oznacza poddanie się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, uwierzyć w to, że Polska sama zdoła obronić się przed Rosją, co tak samo jak w opcji trzeciej oznacza poddanie się Rosji. Mówiąc wprost: nie mamy alternatywy wobec zachodniego wektora polityki. To nie defetyzm. To realizm. Brak alternatywy jest oczywiście słabością w polityce zagranicznej. Słabość niekoniecznie jednak musi być przekleństwem — tym jest w naszym przypadku szukanie alternatyw, które nie istnieją i snucie szaleńczych wizji naszych słabych Sił Zbrojnych pokonujących mocarstwo nuklearne. Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Największym jednak przekleństwem jest uleganie histerii. Polsce ani wojna, ani "zdrada Zachodu" nie grozi. Z kilku podstawowych powodów. Zimna Wojna Po pierwsze, członkostwo Polski w NATO (ale też i Unii Europejskiej) jest wynikiem zwycięstwa Zachodu w Zimnej Wojnie. Historyczna klęska Sowietów jest, niezależnie od kilku późniejszych taktycznych zwycięstw Rosji, niezmiennie wydarzeniem kształtującym architekturę bezpieczeństwa europejskiego. Władimir Putin nie zdołał, a realistycznie na rzecz patrząc, nawet nie próbował odwrócić losów konfrontacji Zachodu z komunizmem. Rosja pod rządami Putina jest – owszem – silniejsza niż pod rządami Jelcyna, ale równocześnie Rosja Jelcyna pozostawała nadal drugim mocarstwem świata, a Rosja Putina jest już tylko cieniem Chin, a w wielu aspektach depczą jej po piętach takie państwa jak choćby Indie. Czym jest polska "amunicja o charakterze defensywnym" dla Ukrainy? Znamy szczegóły Gospodarczo Rosja to również cień Zachodu. Produkt Krajowy Brutto Rosji jest 10 razy mniejszy od PKB Chin i niemal 15 razy mniejszy od PKB Stanów Zjednoczonych, trzy razy mniejszy od PKB Japonii, 2,5 raza — Niemiec. Rosyjska gospodarka jest mniejsza od gospodarki Wielkiej Brytanii, Indii, Francji, Włoch, Kanady i Korei Południowej i znajduje się mniej więcej na poziomie gospodarki brazylijskiej. PKB oczywiście nie przekłada się wprost na siłę militarną i polityczną. Rosjanie w każdym z tych dwóch aspektów licytują wysoko, ale warto pamiętać, jakim potencjałem realnie dysponują. Jest to dostatecznie duży potencjał, by bić się z Zachodem o Ukrainę, ale na pewno niedostateczny, by iść z tym Zachodem na frontalne zwarcie. Tym samym niedostateczny, by chcieć podporządkować sobie Polskę. Rosja a NATO Po drugie wojna w Polsce nie grozi nam dlatego, że Rosja nie ma potencjału militarnego by pokonać NATO, a wojna z Polską oznacza wszak wojnę z NATO. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Wizyta szefa MSZ w USA. Zaplanowane spotkanie z sekretarzem stanu Blinkenem Można oczywiście obawiać się, czy Władimir Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością, jak to nieraz zdarza się samotnym 70-latkom z nadmiarem władzy, ale nic na to — w każdym razie w wypadku tego 70-latka — nie wskazuje. Pewnym ryzykiem jest fakt, że Rosja dysponuje znacznymi siłami o wysokim stopniu gotowości bojowej. Tyle że z kolei NATO, a przede wszystkim Stany Zjednoczone dla odmiany dysponują ogromnymi możliwościami zwiadu radioelektronicznego oraz satelitarnego i skryty przerzut znacznych rosyjskich sił w pobliże naszej granicy jest po prostu niemożliwy. Co więcej, zarówno w Polsce, jak i w państwach bałtyckich oraz Rumunii już teraz przecież stacjonują siły sojusznicze. Różnice z 1939 r. Po trzecie, analogie z 1939 r. są błędne z tego jeszcze powodu, że Polska — inaczej niż 80 lat temu — nie leży już pomiędzy Sowietami a Niemcami. Oczywiście niezmiennie graniczymy zarówno z Niemcami, jak i z Rosją, tyle że póki co Rosja nie zdołała jeszcze podporządkować sobie Ukrainy, a Niemcy z kolei — niezależnie od wszystkich zastrzeżeń, które można i wręcz należy w stosunku do nich mieć, są demokratycznym państwem Zachodu, a nie totalitarną dyktaturą. Nawet jeśli zaś przyjąć, że Niemcy dążą do dominacji w Europie i "zdradzają" Ukrainę (choć warto w tym miejscu pamiętać, że Ukraina nigdy żadnych gwarancji bezpieczeństwa od Niemiec nie dostawała i nie jest członkiem ani NATO ani UE) to te same Niemcy utrzymują przecież swój kontyngent wojskowy na Litwie w ramach sił NATO. Interesy Po czwarte, nie zdradza się państwa, w którym ma się i z którym robi się doskonałe interesy. Paradoksem polskiej debaty publicznej jest to, że najczęściej o "zdradzie Zachodu" mówią ci, którzy równie często mówią o pół-peryferyjnym statusie Polski. Co ciekawe narracja o pół-peryferyjnym statusie Polski, która kiedyś dominowała na lewej stronie debaty publicznej, dziś jest nie mniej obecna na prawej. Po obu przy tym stronach stronach opowieść o Polsce, która jest prowincją Zachodu jest oczywiście przesadna, ale z drugiej strony nie da się też ukryć, że Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, w których obcy kapitał do tego stopnia dominuje chociażby w bankowości, czy też handlu. Kluczowe — w kontekście bezpieczeństwa — jest jednak to, że ów obcy kapitał w Polsce pochodzi niemal wyłącznie z Zachodu, a nie Rosji czy też Chin. Nowy sojusz Wielkiej Brytanii, Polski i Ukrainy? BBC: rozmowy trwają Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to też ważni dostawcy biznesu z Zachodu — wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy) — trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Nie można – na logikę – zakładać, że ów Zachód nas – ot tak bez powodu – porzuci. Nie porzuca się kraju, dzięki któremu robi się doskonałe interesy. Kapitulacja bez powodu Po piąte, nie za bardzo tak naprawdę wiadomo, co Zachód miałby w ogóle w ramach zdrady Polski uzyskać? Jeśli teoretycznie mielibyśmy wyobrazić sobie Joego Bidena, który oddaje Polskę Rosji, byłby to pierwszy przypadek w historii, w którym wielokrotnie silniejszy partner kapituluje w stosunku do wielokrotnie słabszego. Nic przy tym nie zyskując. Rosja przeciąga rozmowy z Zachodem. Kieruje "formalną prośbę", także do Polski Takim zyskiem mogłoby być na przykład stanięcie Rosji po stronie Zachodu przeciw Chinom. Ale to absolutna mrzonka. Cóż natomiast innego miałoby być owym afrodyzjakiem, który miałby nakazywać Zachodowi dobrowolną zgodę na odwrócenie losów Zimnej Wojny? Analogie do premiera Wielkiej Brytanii Nevilla Chamberlaina i do jego polityki appeasementu w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że Wielka Brytania nie za bardzo miała jak z Niemcami walczyć. Rosjanie na samą myśl o twardych amerykańskich sankcjach wahają się nawet w sprawie Ukrainy. A nie Polski. Wahabicka bomba atomowa Szósty powód wiąże się z globalnym układem sił i siecią sojuszy Stanów Zjednoczonych. Jeśli wyobrazilibyśmy sobie scenariusz kapitulacji USA w sprawie Polski, to trzeba wybiec nieco w przyszłość i zastanowić się, jakie wnioski z takiej postawy Waszyngtonu wyciągnęłyby rządy Arabii Saudyjskiej (mierzące się z zagrożeniem ze strony Iranu, który jest bliski skonstruowania broni atomowej), Korei Południowej (niezmiennie znajdującej się na granicy wojny z dysponującą bronią nuklearną Koreą Północną) i wreszcie Japonii coraz bardziej obawiającej się będących nuklearnym mocarstwem Chin. Ukraina: coraz większy strach na Zachodzie, że dojdzie jednak do wojny [ANALIZA] Wszystkie te państwa doszłyby otóż do oczywistego wniosku. seul i Tokio – że należy natychmiast przystąpić do budowy bomby atomowej, a Rijad, że należy natychmiast przystąpić do budowy elektrowni atomowej i następnie także budowy bomby atomowej. Już pomijając nawet to, że broń atomowa w rękach wahabickiego reżimu Saudów to zapewne perspektywa bardziej przerażająca dla USA i Izraela od broni nuklearnej w rękach irańskich ajatollahów, to opisany scenariusz to przecież nic innego jak opis końca amerykańskiej potęgi. W imię mirażu współpracy z Rosją? Wartości Wojna Polsce nie grozi wreszcie na koniec z jeszcze jednego powodu. Wbrew tym, którzy twierdzą, że wartości nie mają żadnego znaczenia, jesteśmy częścią demokratycznego Zachodu. A państwa demokratycznego Zachodu, owszem, jak najbardziej, łączą wartości. Nie znaczy to, że nie gramy czasem w ramach Zachodu przeciw sobie, że nie sprzeniewierzamy się czasem owym wartościom ani też, że nie gramy od czasu do czasu cynicznie. Nie znaczy to też, że jako Zachód nie stosujemy czasem podwójnych standardów, ale przeciwko sobie mamy tych, którzy standardów nie stosują wcale. Drugi handel Ukrainą [KOMENTARZ] Wszystko powyższe, wszystkie wady Zachodu nie mogą nam przesłaniać kilku prostych prawd. Tej, że na Zachodzie odbywają się wolne wybory, że na Zachodzie przestrzega się praw człowieka, że wreszcie Zachód – owszem – nieraz błądzi, ale koniec końców to na Zachód, a nie gdziekolwiek indziej, zmierzają z jakiegoś jednak powodu uchodźcy z całego świata. Twierdzenie, że wartości nie mają dla Zachodu żadnego znaczenia to nic innego, jak zwykły sowiecki panświnizm. Rosyjska agentura chce, żebyśmy w to uwierzyli. Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. Rosjanie zgromadzili już na granicy bardzo pokaźne siły. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Moskwa nie jest gotowa do ataku. Równocześnie jednak fakt, że Rosjanie przerzucili najpierw sprzęt, dał im możliwość szybkiego uzupełnienia jednostek żołnierzami. Zobacz także: Polska szykuje się na przyjęcie "nawet miliona osób" uciekających przed wojną na Ukrainie Na korzyść Rosji działa to, że Ukrainę w znacznym stopniu otoczyła. Rosyjskie siły są dziś obecne na Białorusi, na granicy Zadnieprza, w Donbasie, na Krymie, a przerzut rosyjskiej floty na Morze Czarne powoduje, że Moskwa ma też możliwość desantu z południa. Nie można też zapominać o rosyjskim kontyngencie na południowym zachodzie Ukrainy w Naddniestrzu, co ułatwia znacznie np. atak na Odessę. Rosja, dysponując przewagą liczebną, równocześnie zmusza Ukraińców do rozrzucenia znacznie bardziej skąpych sił na kilka odcinków potencjalnego frontu. Rosjanie, jeśli zamierzają zaatakować, muszą to uczynić przed roztopami, które powoli się zaczynają. Roztopy zasadniczo utrudniają szybkie działania zaczepne, niwelując przewagę w sprzęcie i utrudniając w efekcie prowadzenie działań ofensywnych. Kombinacja pogody i elementów stricte militarnych (gotowości bojowej jednostek, którą Rosja, jak się wydaje, właśnie osiąga) wskazuje na to, że atak może nastąpić w najbliższym czasie. Zobacz także: Nie ma pewności, czy ukraińskie wojsko gotowe jest do skutecznej obrony [ANALIZA] Polityczna klęska Putina Politycznie Moskwa nie zdołała ani zastraszyć Ukrainy, ani — nawet biorąc pod uwagę niejednoznaczną postawę Niemiec — doprowadzić do pęknięcia Zachodu. Można wręcz powiedzieć, że rosyjskie działania przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego: prowadzą do zaostrzenia kursu Zachodu wobec Rosji oraz do wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Siła Ukrainy i spoistość Zachodu są zbawienne. Moskwa widzi, że wymuszonego groźbami kompromisu, który i tak za kilka lat skończyłby się wojną, nie będzie. Doświadczenie polityki appeasementu dowodzi, że ustępstwa jedynie rozzuchwalają agresora. Tym agresorem była i pozostaje jedynie Rosja. Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo: Gdy logika przegrywa Racjonalna analiza bilansu sił i interesów Rosji wskazywałaby oczywiście na bezsens wojny. Rzecz w tym, że są różne poziomy racjonalności, a logiki różnych grup społecznych niekoniecznie chodzą tymi samymi ścieżkami. W wypadku Rosji brać należy pod uwagę po pierwsze interesy elit, które bez zewnętrznego wroga nie potrafią funkcjonować. Po drugie, kleptokratyczny charakter rządów, które, by uciszyć pytania o własne złodziejstwo, muszą co jakiś czas dostarczać narodowi nacjonalistycznego narkotyku. I wreszcie po trzecie to, że większość Rosjan jest, chcemy tego czy nie, od owego narkotyku uzależnionych. Zobacz także: A co, jeśli Rosja wyłączy gaz? Pięć problemów, z jakimi będzie się wtedy zmagać Unia Węglowodory i złodziejstwo Być może za przyczynę coraz bardziej prawdopodobnej wojny, historycy wskażą kiedyś rewolucję energetyczną Zachodu i stopniowe odchodzenie od paliw kopalnych. Powyższe powoduje, że Rosja rozumie, że będzie już tylko słabnąć i jeśli chce "odbić" Ukrainę, to tylko teraz. Tak naprawdę jednak przyczyną wojny – jeśli do niej dojdzie – będzie to, że rosyjskie elity wolały przez lata rozkradać wielomiliardowe wpływy ze sprzedaży gazu i ropy, zamiast inwestować w reformy gospodarcze. Koszty wojny Dla Rosji koszty ataku na Ukrainę byłyby ogromne. Wzmocnienie wschodniej flanki NATO, utrwalenie na dziesięciolecia nienawiści Ukraińców do Rosji, zachodnie sankcje i polityczna izolacja. Logicznie patrząc, przewyższają wszelkie korzyści. Problem z tą logiką polega na tym, że nie bierze ona pod uwagę jednego. Tego, że Rosjanie nie nauczyli się szanować innych narodów i co prawda teoretycznie nie chcą wojny, ale – o ile jej koszty nie będą zbyt wysokie – z radością powitają defiladę w Charkowie, Odessie lub nawet Kijowie. Zobacz także: Druga potęga militarna świata - oto sprzęt i pojazdy, którymi dysponuje Rosja Propaganda jako prognostyk Jest jeszcze jeden, rzadko podnoszony, sygnał świadczący o tym, że wojna się zbliża. Otóż jeśli rosyjskie centrum decyzyjne chciałoby jej uniknąć, powinno było zacząć ograniczać propagandową kanonadę wymierzoną w Zachód i w Ukrainę. Nic takiego nie ma tymczasem miejsca. Przeciwnie, Rosjanie obraźliwie traktują już nie tylko Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy też Polskę, ale nawet znacznie życzliwszą wobec sobie Francję. Sposób, w który został potraktowany prezydent Francji Emmanuel Macron, któremu rosyjski protokół dyplomatyczny nie podstawił samochodu pod trap samolotu, każąc na piechotę przejść do budynku lotniska, tudzież żądanie, by prezydent Francji poza francuskim przeprowadził też i rosyjski test na koronawirusa wskazują na to, że Moskwa porozumienia nie chce. Także wykorzystywanie ewidentnych bredni polskiego dezertera Emila Czeczki, który z każdą kolejną wypowiedzią podaje coraz wyższą liczbę migrantów rzekomo rozstrzelanych przez polską Straż Graniczną, wpisuje się raczej w chęć przygotowania własnego społeczeństwa na wojnę, a nie na jakikolwiek kompromis z Zachodem. Można oczywiście wyobrazić sobie, że Kreml stracił kontrolę, czy też stał się zakładnikiem własnego aparatu propagandy, jak to ma miejsce w niejednym państwie w Europie, ale przeczy temu wszystko to, co wiemy o rosyjskim systemie władzy. Zobacz także: Porównanie potencjału militarnego Ukrainy i Rosji. Starcie Dawida z Goliatem? Interes Polski Prawdopodobieństwo wojny trzeba uznać za bardzo wysokie. Wojna oznaczać będzie najprawdopodobniej zajęcie całej wschodniej Ukrainy, a w scenariuszu najdalej idącym — również Kijowa. To, by Moskwa zdecydowała się na okupację całej Ukrainy wydaje się mało realne, Rosja wykrwawiłaby się bowiem tocząc wojnę z ukraińską partyzantką. W interesie Polski jest to, by Rosja zapłaciła za wojnę możliwie najwyższą cenę, w tym gospodarczą. Polska nie odegra zapewne wielkiej roli we wprowadzaniu sankcji, ale może mieć znaczenie przy ich utrzymywaniu. Kreml zapewne zakłada, że po kilku lub kilkunastu latach Zachód wróci do business as usual. Aby tak się nie stało, Polska musi poprawić swój image na Zachodzie i nie pozwolić się rozgrywać rosyjskiej propagandzie, trollom i skierowanym przeciw nam kampaniom propagandowym. Zobacz także: Donbas i Krym w ogniu, czyli historia "niewielkiego wtargnięcia" Z Rosją za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat trzeba będzie wrócić oczywiście do rozmowy. Tym razem jednak pod warunkiem, że Rosjanie nie będą chcieli, jak wówczas, gdy do władz dochodził Borys Jelcyn, jedynie "dobrego cara" ale wówczas, gdy przestaną w ogóle za postacią cara tęsknić. Polska, tak jak pisaliśmy w Onecie, wojną zagrożona nie jest. Wnioski dla Polski 30 lat temu zakładaliśmy, że nasze bezpieczeństwo zagwarantowane będzie przez bufor w postaci niepodległych Białorusi i Ukrainy. W sytuacji dokonywanego na naszych oczach anschlussu Białorusi i coraz bardziej realnego okrojenia Ukrainy do Ukrainy Zachodniej, powyższe zapewne okaże się niespełnionym marzeniem. Polska z silną amerykańską obecnością wojskową w naszym kraju mogłaby w takim razie stać się nowymi Niemcami Zachodnimi. Być może byłaby to dla nas nawet lepsza opcja. Rosyjski atak na Ukrainę może być też szansą na zmianę kursu Niemiec wobec Rosji. To wymagałoby od naszej dyplomacji zamiany naprzemiennego nadskakiwania i uruchamiania kampanii nienawiści wobec Berlina na przyjazną asertywność i przejścia tej drogi, którą – pod amerykańskim przecież parasolem – przeszły Paryż i Berlin. To stanie się możliwe tylko wówczas, jeśli nasze, ale też i niemieckie elity będą mądrzejsze od elit rosyjskich. Rosja na naszych oczach przegrywa swą przyszłość, bo jej elity, jak zawsze w historii, kradną. My, bo nasze elity, jak zawsze w historii, nie są w stanie się porozumieć. Zobacz także: Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści

zagrożenie wojną dla polski